Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowe odżywianie. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Zdrowe odżywianie. Pokaż wszystkie posty

piątek, 9 lutego 2018

Otyłość dziecięca z perspektywy dorosłego - konsekwencje i odczucia


Pod moim postem o CSR, czyli etycznych granicach marketingu i biznesu, wywiązała się dyskusja na temat dzieci otyłych. Sama do 18 roku życia byłam otyła, ale z konsekwencjami poprzedniego trybu życia (nazywanego często przeze mnie "mrocznymi czasami" - taki czarny humor ;)) zmagam się właściwie do dzisiaj. Choć temat jest dla mnie bardzo drażliwy i ciężko mi się pisze o własnych uczuciach oraz przejściach, postanowiłam, że takie doświadczenia nie mogą przepaść. Bardzo Was proszę o zachowanie szacunku zarówno jeśli chodzi o ocenę mnie, jak i mojej rodziny, a także innych osób, które się z tym zmagają.

Jak się czułam, będąc otyłą? Co mi dolegało? Dlaczego nadal jakoś to we mnie "siedzi"? Czy mam żal do rodziców o to, że byłam grubsza? I jak będę odżywiać swoje dzieci? O tym dowiecie się z dzisiejszego wpisu.

poniedziałek, 30 października 2017

"FIT Świat" a CSR, czyli gdzie są granice etycznego marketingu


Dzisiaj wpis troszkę nietypowy, bo poniekąd z mojego uczelniano-zawodowego poletka. W te wakacje w miarę regularnie chodziłam na siłownię, która to właśnie zainspirowała mnie do dzisiejszych wywodów. Zastanawiam się, dlaczego niektóre firmy i osoby, kosztem zdrowia nieświadomych lub chorych osób, zarabiają kasę. Za wszelką cenę. Zastanawiam się, dlaczego dajemy manipulować się samozwańczym guru, którzy nie mają żadnych merytorycznych podstaw do głoszenia idei i haseł, które głoszą. I jeszcze na tym zarabiają, szkodząc ludziom, którzy stosują ich wskazówki bez wcześniejszej weryfikacji.

niedziela, 23 lipca 2017

Jak zwiększyć ilość tłuszczu w diecie po jego ograniczeniu?

Kilka osób po moim poście o skutkach zwiększenia spożycia tłuszczu pytało się mnie, jak zwiększałam jego ilość? Czy nie jem zbyt tłusto? Czy to jedzenie nie oczeka tłuszczem? Większość tych pytań wynika z obaw i wpojonego lęku przed tym składnikiem, który wiąże się ze strachem przed przytyciem. Bardzo często w myśleniu pojawia się prosty schemat: tłuszcz na ciele pojawia się z tłuszczu z jedzenia, a jedząc go więcej - "zalewamy się nim". I ja kiedyś bardzo bałam się wszelkich tłuszczy i na długi czas z niego zrezygnowałam. O skutkach także kiedyś pisałam. Jak rozpocząć przełamywanie się w tym kierunku?

piątek, 7 lipca 2017

O słuchaniu swojego organizmu



Dość często we wpisach na blogu oraz w komentarzach mówię o tym, żeby słuchać swojego organizmu. Niektórzy rozumieją to opacznie, tzn. używają tego określenia w ujęciu zaspokajania KAŻDEJ, mniej lub bardziej zdrowej zachcianki w dowolnej ilości, bo przecież "organizm sam domaga się tego, czego potrzebuje". O cheat mealach pisałam już wcześniej i moje stanowisko w tej kwestii znacie. Teraz czas na stwierdzenie raz, a dobrze, co kryje się za magicznym terminem "słuchania swojego organizmu".

niedziela, 2 lipca 2017

Foodbook #2


Po entuzjastycznym przyjęciu mojego pierwszego foodbooka, przyszedł czas na kolejnego. Ten jest nieco odmienny - pochodzi z dnia, kiedy miałam wolne, zrobiłam porządny trening, dodatkowo był upał - więc zapotrzebowanie kaloryczne było nieco inne. Nie zabrakło w nim sezonowych owoców i warzyw (w tym tych z ogródka mojej babci) oraz odrobiny słodyczy. Nie pamiętam też teraz dokładnie, ale możliwe, że wpadło mi w międzyczasie kilka migdałów, których na zdjęciach nie uwieczniłam - ale jest to akurat niezbyt istotne dla całości, gdyż i tak kaloryczności i makroskładników nie podaję :) Mam nadzieję, że będzie to dla Was odrobina inspiracji.

niedziela, 25 czerwca 2017

Jak jeść zdrowo? Dieta optymalna


Oczywiście, tytuł jest nieco zadziorny, bowiem nie istnieje jeden wzorzec diety dla każdego. Idealny, właściwy sposób żywienia. Mówi się, że jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. Z drugiej jednak strony istnieją pewne podstawowe, uogólnione wytyczne, które prezentuje Instytut Żywności i Żywienia (klik - długa lektura ;)). które stanowią całkiem dobry wskaźnik tego, jak powinno się odżywiać. 

W opozycji do tego powstało wiele modeli żywieniowych, zupełnie skrajnych i przeciwstawnych, jak chociażby dieta paleo (dużo białka, mięsa, tłuszczu, brak zbóż) i weganizm high carb (80% węglowodanów, 10% białka, 10% tłuszczu - całkowicie bazujący na produktach roślinnych). Jedni nie jedzą glutenu, inni laktozy, jeszcze inni mięsa. Zewsząd bombardują nas informacje o coraz to lepszych i zdrowszych dietach - i człowiek głupieje, nie wiedząc już, co ma jeść.

niedziela, 11 czerwca 2017

"No need to cheat", czyli o cheat mealu


Zastanawiałam się ostatnio nad koncepcją cheat meala. Oszukany posiłek najczęściej zjada się raz na pewien okres czasu (raz na tydzień/raz na dwa tygodnie/miesiąc) w wyznaczony dzień. Jedni wyznaczają dla niego zakres kaloryczny, inni - kompletnie nie przejmują się wartością energetyczną takiego posiłku, a po prostu go celebrują. Stosują go zarówno osoby na redukcji, na "masie", jak i zdrowo odżywiający się.
Jeszcze inni zamieniają jeden posiłek ("cheat meal") na cały dzień nieograniczonego jedzenia ("cheat day"), podczas którego potrafią kilkukrotnie przewyższyć swoje zapotrzebowanie energetyczne. Ale, ale - co o tym sądzę? Czy stosuję? O tym - w dalszej części wpisu :)

niedziela, 14 maja 2017

Liczenie kalorii - moje doświadczenia



Na początku, krótka informacja. Ostatnio rozmyślam, w którą stronę rozwijać bloga, dlatego bardzo pomocne będzie, jeśli wypełnicie ankietę, którą znajdziecie TUTAJ. Za wszystkie odpowiedzi serdecznie dziękuję - i zapraszam na kolejny wpis :)

Coraz większą mam inspirację do tworzenia postów nie związanych stricte z recenzjami czy pichceniem i mam nadzieję, że przypływ weny związany jest z wiosną :D Kilka miesięcy temu obiecałam Wam wpis o moich doświadczeniach z liczeniem kalorii. Mija już rok, kiedy przerwałam dokładnie wyliczanie i myślę, że to odpowiedni czas, aby podzielić się z Wami moimi obserwacjami.

niedziela, 7 maja 2017

Strach - klucz do zrozumienia zaburzeń odżywiania



Poruszę dzisiaj temat mniej dotyczący zdrowia fizycznego, a bardziej psychicznego, które oddziałuje na organizm. Zaburzenia odżywiania poruszają mnie szczególnie, tym bardziej, że o skali tego zjawiska nie miałam pojęcia dopóty, dopóki nie zaczęłam prowadzić bloga i być bardzie aktywna w blogosferze kulinarnej. Liczba młodych dziewcząt i kobiet, które działają destrukcyjnie na swój organizm, doprowadzając go na granicę wytrzymałości (a nawet życia i śmierci) jest zatrważająca. Choć sam temat ED (ang. Eating Disorder) jest bardzo obszerny i nie sposób omówić go w jednym wpisie, to dzisiaj poruszę jeden z - moim zdaniem - kluczowych problemów, którego uświadomienie mam nadzieję ułatwi zrozumienie zarówno siebie (jeśli ktoś z Was na to cierpi) lub drugiej osoby.

niedziela, 2 kwietnia 2017

Tłuszcz od strony praktycznej, czyli co się zmieniło, odkąd zwiększyłam jego ilość w diecie





Chciałam podzielić się dzisiaj z Wami wrażeniami odnośnie zmian, jakie zaszły w moim zdrowiu, samopoczuciu i wyglądzie za sprawą zwiększenia ilości spożywanego tłuszczu. Nie będę skupiać się na poszczególnych rodzajach i podziale oraz roli w diecie, bo wiele już powstało wpisów na ten temat, więc ciekawych odsyłam do wujka google. Natomiast jak to się przekłada na rzeczywiste rezultaty? Czy może teoria swoją drogą, a praktyka swoją?

niedziela, 12 marca 2017

Badanie krwi, czyli jak zadbać o zdrowie




Ilość rzeczy, które możemy wyczytać o stanie naszego organizmu z kropli krwi jest naprawdę olbrzymia. Jednak jakie badania powinna wykonywać przeciętna osoba dorosła? A jakie skarżąca się na konkretne dolegliwości? Co w przypadku osób stale przyjmujących leki? Liczba objawów, chorób i związanych z nimi paneli badań jest olbrzymia i nie sposób przytoczyć wszystkiego w jednym wpisie. Są schorzenia mniej lub bardziej powszechne. Proszę, nie traktujcie tego posta jako porady medycznej - mam na celu raczej zachęcić Was do "generalnego przeglądu" Waszego organizmu oraz uświadomienia, jakich badań możecie oczekiwać od lekarza. Był czas, kiedy badania krwi wykonywano mi co dwa tygodnie w tak wielu różnych kierunkach, że to się człowiek za głowę łapał (więcej o tym we wpisie o skutkach zdrowotnych diet ubogokalorycznych), ale dzięki temu nabrałam nieco wiedzy na temat poszczególnych rodzajów badań. Wszystkie zaleca się wykonywać na czczo (jeśli chodzi o porę wykonywania bardziej specyficznych badań, np. kortyzolu, konkretne wskazówki da nam lekarz zlecający).

środa, 21 grudnia 2016

Zdrowy piernik z mąki graham i bez cukru!

Jednym z moich ulubionych ciast (chociaż ciężko mi jest wybrać to najukochańsze) jest piernik. Lubię korzenny aromat, skontrastowany z kwaskowatymi powidłami. Idealne z ciepłym mlekiem, kakao lub kawą zbożową, spożywane w gronie najbliższych przy pięknie ubranej choince, gdy w głośnikach brzmią ukochane kolędy Golec uOrkiestra lub swingowe piosenki świąteczne Franka Sinatry czy Elli Fitzgerald. 

Jest coś magicznego w tej chwili, nieodzowny element Bożego Narodzenia. Zawsze kupowaliśmy piernik - choć bez tłuszczy utwardzonych i syropu glukozowo-fruktozowego, jednak z cukrem, karmelem i na mące oczyszczonej. Dlatego postanowiłam sama pokombinować z przepisami ze starej książki mojej mamy ("Polska Wigilia" autorstwa Hanny Szymanderskiej). Czego się obawiałam? Że ciasto będzie bardzo twarde, niezjadliwe, zbyt ciężkie i zakalcowate. Dlatego dodałam nieco jogurtu naturalnego (aby odrobinę nawilżyć środek) oraz mąkę pszenną typ 500 - która jest nieco lżejsza niż mąka graham. Wypiek po upieczeniu był chrupiący z wierzchu i miękki w środku. Gdy ostygł, stał się twardy (jak typowe ciasta na miodzie), ale po przełożeniu dżemem i odleżakowaniu kilku dni, zmiękł nieco. Nie dałam gotowej przyprawy do piernika, bo ta, którą kupiłam, była dla mnie zbyt gorzka i pieprzna, a nie korzenna - z powodzeniem, jednak, możecie wykorzystać tę kupną, jeśli tylko smak Wam odpowiada. Przepis na formę keksówkę (piekłam w silikonowej).


Składniki:

  • 100 g mąki pszennej typ 500
  • 160 g mąki graham (typ 1850)
  • 30 g masła
  • 35 g ksylitolu
  • 100 g miodu
  • 45 g jogurtu naturalnego gęstego
  • łyżeczka kakao
  • 2 czubate łyżeczki erytrolu ze stewią (używam "Zielony Listek")
  • 3 jajka
  • 1,5 łyżeczki proszku do pieczenia
  • przyprawy: pół łyżeczki cynamonu, pół łyżeczki imbiru, szczypta mielonych goździków i mielonej gałki muszkatołowej
  • Do przełożenia: dżem wiśniowy lub gęste powidła śliwkowe
Żółtka oddzielam od białek. Masło, ksylitol i erytrol ucieram mikserem razem z żółtkami. Do masy powoli dodaję miód - po łyżeczce. Gdy powstanie lśniąca i puszysta masa, dodaję porcjami jogurt naturalny. Następnie mąki, proszek do pieczenia oraz kakao - masa będzie bardzo gęsta, dlatego miksowałam na najniższych obrotach mikserem, a potem przerzuciłam się na mieszanie łyżką. Dodałam przyprawy. Białka ubiłam ze szczyptą soli na sztywną pianę, którą porcjami mieszam z resztą ciasta. Wylewam do keksówki. Piekę pół godziny w 200 stopniach, następnie zmniejszam do 180 stopni i piekę 30-40 minut (musicie sprawdzać patyczkiem, czy ciasto jest suche wewnątrz). Od razu po wyjęciu z piekarnika, wyjmuję ciasto z formy i kroję na 3 części (moje wyrosło bardzo nierówno, dlatego są nieco koślawe), chwilę czekam, aż wilgoć odparuje i składam z powrotem, owijając szczelnie folią aluminiową. Gdy nieco przestygnie, ostrożnie odwijam ciasto z folii, a następnie smaruję dżemem, składam i ponownie owijam folią. Trzymam w lodówce kilka dni, aż skruszeje.
Smacznego!

poniedziałek, 19 grudnia 2016

Lavica Gourmet, Vege Pasztet z czarnuszką - Recenzja

Choć VegePasztet z suszonymi pomidorami, siemieniem i słonecznikiem bardzo mi smakował, to zwlekałam ze spróbowaniem wersji z czarnuszką i zostawiłam ją na sam koniec. Jak wiecie z posta o stosowanych przeze mnie superfoods, piję rano olej z czarnuszki, którego smak nie jest najlepszy, ale można się do niego przyzwyczaić. Wyraźna pikanteria, specyficzny aromat i pewna gorycz, która na długo pozostaje w buzi - to cechy charakterystyczne tego zdrowego ziarenka. Czy było go czuć w pasztecie?

Pierwsze wrażenie
Opakowanie jest identyczne jak w poprzednim wariancie - różni się jedynie szata graficzna. Na jasnym tle (ecru) widnieje śliczny kwiat czarnuszki, a zielono-ziemisty prostokąt stanowi tło dla nazwy produktu. Tył wieńczą informacje o wartościach odżywczych oraz składzie produktu. Po usunięciu kartonika moim oczom ukazuje się pomarańczowy pasztet w aluminiowej foremce, otoczonej folią. Ponownie, wytrącił się płyn przypominający olej, ale po otwarciu wiem, że to naturalne soki oddane przez warzywa. Piękny kolor pochodzi od marchewki, której małe cząstki można wyróżnić w strukturze smarowidła. W oczy kontrastowo rzucają się czarne ziarenka czarnuszki. Pachnie zdecydowanie cieciorką i gotowanymi jarzynami. Wydaje mi się także, że delikatnie wyczuwam cebulę, choć w składzie jej nie podano.
Konsystencja jest bardziej zwarta od wariantu pomidorowego, jednak absolutnie mi to nie przeszkadza. Nie rozprowadza się, co prawda, na kanapce jak mus, ale też nie zwija się jak tradycyjny, mięsny pasztet (mam na myśli taki pieczony - nie z plastikowych pojemniczków ;)). Nie wspomniałam o tym w poprzedniej recenzji, ale bardzo jestem ciekawa - jakich przypraw użyto? Nie umiem dobrze rozpoznawać aromatów (chyba że są mooocno wyczuwalne), więc nie wiem, czego oczekiwać - gałki muszkatołowej? Ziela angielskiego? Gdyby użyto ich naprawdę dużo (tak, że zdominowałyby smak, a nie podkreślały), na pewno bym je wyselekcjonowała, niemniej jednak całość nie byłaby tak apetyczna.

Smak
Przejdźmy zatem do najprzyjemniejszej części - degustacji ;) Pierwsze, co czuję, to pewną suchość ciecierzycy - nie takiej niedogotowanej, tylko charakterystycznej i typowej dla strączków, lekko mączną. Potem delikatnie do głosu dochodzi marchew i... no właśnie, wydaje mi się, że bardzo subtelnie czuję cebulkę. Ponownie wyłania się pewna proszkowatość kaszy jaglanej, ale wydaje mi się, że w mniejszym stopniu niż w pomidorowym wariancie. Całość jest dla mnie przyjemnie słona (może odrobinkę za słona) i świetnie komponuje się z razowym chlebem i warzywami (zwłaszcza z papryką!). Nie wyczuwam aromatu czarnuszki, co jest zdecydowanie plusem :) Pasztet jest tak smaczny, że z przyjemnością zjadłam połowę na raz razem z warzywami i dobrym, świeżym pieczywem :) Naprawdę, jestem pod ogromnym wrażeniem jakości i smaku tych wegańskich cudowności!

Prozdrowotność
Jak wiecie, ciecierzyca jest bardzo dobrym źródłem błonnika, węglowodanów złożonych oraz białka, ale także potasu, który pozwala uregulować ciśnienie krwi. Ponadto zawiera także żelazo (które najlepiej wchłania się z produktami bogatymi w wit. C) i witaminy z grupy B. Syci na długo i ma niski indeks glikemiczny. Czarnuszka, natomiast, działa przeciwwirusowo, przeciwbakteryjnie i przeciwzapalnie, wzmacnia naturalną odporność organizmu, pozwala przywrócić równowagę hormonalną. Działa także oczyszczająco. Tak naprawdę ma tyle właściwości i zalet, że nie jestem w stanie ich wymienić, niemniej jednak warto o niej poczytać i włączyć do swojego jadłospisu. Stanowi ona jedynie 1% składu pasztetu, więc nie oczekujmy, że nagle magicznie nas odmłodzi, uzdrowi i sprawi, że będziemy nieśmiertelni ;) Niemniej jednak to dobra opcja na przemycenie jej do jadłospisu.

Skład: ciecierzyca 60%, kasza jaglana, marchew, pietruszka korzeń, olej rzepakowy, czarnuszka 1%, sól, przyprawy
Kaloryczność: 156 kcal/100 g (343 kcal/opakowanie 220 g)
Dostępność: Sprawdź posta wprowadzającego
Cena: 10-11 zł
Ocena: 6/6
Inne warianty smakowe: z suszonymi pomidorami, słonecznikiem i siemieniem lnianym, żurawina z chia i ostropestem

Wpis sponsorowany. Współpraca nie ma wpływu na rzetelność opinii.

poniedziałek, 12 grudnia 2016

Lavica Gourmet, Raw SunBite Supergreens chlorella & spirulina - Recenzja

Przyszedł czas na zmierzenie się z zieloną zagwozdką, która bardzo mnie intrygowała - niemniej jednak napawała pewnym lękiem :) Spirulina i chlorella, choć zdrowe, są mi zupełnie obce w smaku, toteż tego batona od Lavica Gourmet zostawiłam na koniec. Czy moje obawy były uzasadnione? Czytajcie dalej :)

Pierwsze wrażenie
Tak jak poprzednik, baton jest otulony plastikowym opakowaniem wraz z papierową etykietą w kolorze lekkiej pistacji oraz morskich odcieni, które nawiązują do wariantu smakowego. Na jasnym tle niezmiennie widnieje nazwa batona, na najciemniejszym - nazwa, a pod spodem dodatki. Prosto, spójnie i od razu wiemy, z czym mamy do czynienia :) Osoby zgłębiające składy produktów znajdą informacje na ten temat (a także tabelę z wartościami odżywczymi) na odwrocie.
Po wyjęciu z opakowania, moim oczom ukazuje się zwarty, lekko twardawy ulepek w kolorze szpinaku - co zawdzięcza algom. O dziwo, jest nieco tłustawy - nie wiem, czy za sprawą migdałów i pestek dyni, czy może to kwestia olejku cytrynowego? Pachnie figami (lekko kwaskowato), a dalej wyczuwam woń moreli. Algi są mi obce, więc nie jestem w stanie ich wyłapać. Podobnie nie odznacza się olejek cytrynowy. W strukturze batonika wyraźnie przebijają pestki fig oraz spore kawałki migdałów. Jak wspomniałam, konsystencja jest zwarta i potrzebowałam odrobiny nacisku na nóż, by kawałek odkroić. Niemniej jednak nie odczułam tego podczas żucia - podobnie jak w wariancie bananowym

Smak
Wgryzienie się, jak wspomniałam, nie stanowiło problemu. Konsystencja przypomina krówkę - chyba najbardziej ze wszystkich próbowanych przeze mnie batonów. Początkowo czuję lekką słodycz, następnie figi, orzeźwienie olejku cytrynowego i ponownie falę słodyczy przełamaną wyraźnie pestkami dyni i migdałami. Figa wyraźnie chrupie pod zębami, natomiast migdały rozpływają się w wyniku nacisku. Olejek orzeźwia i nadaje lekkiej goryczy. Po dłuższym żuciu i połknięciu na języku pozostaje delikatny posmak alg - jakby gorycz - niemniej jednak szybko się ulatnia. Całość dla mnie jest troszkę zbyt słodka i nie zjadłam batona na raz, ale moja mama była nim oczarowana - bardzo jej smakował, zwłaszcza z tego względu, że zawierał figi :)

Prozdrowotność
Superfoods, które dominują w tym batonie (chlorella i spirulina), obfitują w błonnik, chlorofil, białko, żelazo i wapń. Świetnie oczyszczają organizm, wspomagają odporność oraz normalizują poziom cukru oraz cholesterolu we krwi. Pestki dyni są świetnym źródłem cynku (który również wspomaga odporność, ale także dobrze oddziałuje na cerę), a migdały - wit. E.

Skład: daktyle, pestki dyni, figi, morele, migdały, chlorella (2,5%), spirulina (2%), olejek cytrynowy
Kaloryczność: 392 kcal/100 g (196 kcal/batonik 50 g)
Dostępność: Sprawdź wpis wprowadzający
Cena: 6-7 zł
Ocena: 5/6 (dla mnie trochę za słodki)
Inne warianty smakowe: Banan & Chia z białkiem konopi, Baobab&Mango, Kakao&Maca, Moringa&Ananas, Superberry (jagody goji i żurawina), Kokos&Lucuma
Wpis sponsorowany. Współpraca nie ma wpływu na rzetelność recenzji.

środa, 23 listopada 2016

Wegańskie dyniowe curry z cieciorką



W pierwszej relacji z mojej podróży do Australii pisałam Wam, że na okręcie, który zwiedzałam, miałam możliwość spróbowania przepysznego curry dyniowego z cieciorką. Obiecałam (zarówno sobie, jak i Wam), że danie odtworzę w Polsce. Długo nie trzeba było czekać :) Wyszło przepyszne, sycące i pożywne, świetnie rozgrzewa w jesienne chłody. Słodka dynia rewelacyjnie komponuje się z kremowym mleczkiem kokosowym, a dzięki cieciorce (bogatej w błonnik) syci na długo. W jednym daniu mamy porcję węglowodanów złożonych, tłuszczu oraz roślinnego białka, dzięki czemy jest bardzo dobrze zbilansowane. Koniecznie musicie spróbować!

Składniki (1 duża porcja bez dodatków lub dwie - jeśli podajemy z ryżem):
  • 200 g dyni
  • pół puszki cieciorki (120 g)
  • pół dużej cebuli (85 g)
  • średnia marchewka (100 g)
  • łyżeczka oleju
  • 1/4-1/3 dużej puszki mleka kokosowego (ok. 120 ml; moje miało 65% miąższu kokosa)
  • przyprawy: płaska łyżeczka curry, 1/3 łyżeczki kuminu, pół łyżeczki kurkumy, pół łyżeczki słodkiej papryki, szczypta chilli, sól do smaku
Cebulę kroimy w kosteczkę. W garnku rozgrzewamy łyżeczkę oleju i szklimy na niej cebulkę. Solimy i podlewamy odrobinę wodą (nie może przekraczać poziomu cebuli). Marchewkę trzemy na tarce i wrzucamy do cebuli. Całość przesmażamy 5 min i dodajemy pokrojoną w kostkę dynię, a następnie odsączoną cieciorkę i podlewamy mleczkiem kokosowym. Gotujemy do momentu, aż warzywa zmiękną. Doprawiamy curry, kuminem, kurkumą, słodką papryką i chilli. Można jeść solo lub z ryżem, kaszą czy kuskusem :)
Smacznego!

poniedziałek, 14 listopada 2016

Sałatka z pieczoną dynią, fetą i burakiem - czyli jesienne wzmocnienie!


Pierwszą kulinarną inspiracją z podróży do Australii (relację z pierwszego dnia możecie przeczytać tutaj) była sałatka z pieczoną dynią, burakiem i fetą, którą przyrządziła moja siostra :) Początkowo połączenie wydawało mi się dziwne, chociaż widywałam już podobne przepisy w czeluściach internetu. Niemniej jednak okazała się przepyszna i sama większość spałaszowałam :) Niemniej jednak, po powrocie do Polski następnego dnia przyrządziłam taką samą sałatkę - od siebie dodałam jedynie czerwoną paprykę (którą uwielbiam!). Gdy przyjechałam na ten weekend do domu - sałatkę przyrządziłam dla rodziny i choć początkowo rodzice sceptycznie podchodzili do tego połączenia, to skończyło się zachwytami oraz prośbami o przepis. Postanowiłam, że nie będę się z nim kryć - i dzielę się nim z Wami. Dynia jest typowo jesiennym warzywem, bogatym w betakaroten. Burak, natomiast, ma działanie wzmacniające oraz stymuluje organizm do produkcji krwi. Gdy sezon na dynie minie (nie czuję, kiedy rymuję ;)), myślę, że równie dobrze sprawdzi się pieczona marchew. Takie słodko-słone połączenie bardzo przypadło mi do gustu. Mam nadzieję, że wypróbujecie - i podzielicie się ze mną wrażeniami :)

Składniki (porcja rodzinna - 1 duuuża micha):
  • kawałek dyni (moja przed obraniem ważyła 0,5 kg)
  • duży burak (ok. 300-350 g)
  • kostka twardej fety (moja miała 150 g)
  • nieduża główka sałaty lodowej
  • 1 czerwona papryka
  • 150 g pomidorków koktajlowych
  • 3/4 średniej długości ogórka świeżego (można pominąć, gdy już są niesmaczne)
  • do upieczenia dyni: 2 łyżki oleju rzepakowego, łyżeczka ziół prowansalskich, 1,5 łyżeczki przyprawy kebab-gyros
  • dressing: sól, pieprz, płaska łyżeczka miodu, 2 łyżki octu balsamicznego, kokosowego (ja dałam od Cocofina) lub z białego wina, 2 łyżki oleju lnianego, zioła prowansalskie
  • opcjonalnie: orzechy włoskie lub pestki dyni do posypania
Dynię obieramy i kroimy na 2-centymetrową kostkę. Posypujemy ziołami i polewamy olejem, wysypujemy na blaszkę i pieczemy 40-50 minut w 200 stopniach. Buraka szorujemy, zawijamy w folię aluminiową i także pieczemy - aż będzie miękki.
Do dużej miski rwiemy na kawałki sałatę lodową. Pomidorki koktajlowe kroimy na połówki (lub ćwiartki, jeśli są większe), ogórka, paprykę i fetę w kostkę. W szklaneczce/miseczce łączymy składniki dressingu.
Upieczonego buraka kroimy w kostkę i dorzucamy do sałatki razem z dynią i resztą warzyw. Polewamy dressingiem. Opcjonalnie można posypać orzechami włoskimi lub pestkami dyni.
Smacznego!

poniedziałek, 10 października 2016

Lavica Gourmet, Vege Pasztet z suszonymi pomidorami, słonecznikiem i siemieniem lnianym - Recenzja

Trzecim produktem, który przychodzi mi recenzować, jest pasztet wegański z suszonymi pomidorami, słonecznikiem i siemieniem lnianym. Ponieważ bazuje w dużej mierze na ciecierzycy, spodziewałam się smaku podobnego do hummusu (którego recenzję możecie przeczytać tutaj). Niewątpliwie połączenie smakowe wydało mi się atrakcyjne (lubię aromat suszonych pomidorów - moim zdaniem już ich niewielka ilość rewelacyjnie wzbogaca danie, a słonecznik często nadaje maślanego, nieco, posmaku), dlatego właśnie po ten wariant sięgnęłam w pierwszej kolejności.

Pierwsze wrażenie
Pasztet wypiekany jest w aluminiowej foremce, którą opakowano w folię, a całość otoczono kartonową etykietą. Na froncie widnieje piękny kwiat (florystka ze mnie marna, ale czyżby to był słonecznik? :D), który kolorystyką pięknie współgra z czerwonymi pomidorkami oraz tłem, na którym napisana jest nazwa produktu. Kartonik ma "okienko", przez które możemy spojrzeć, jak wygląda pasztet. Warto zwrócić uwagę na okrągłe pole obok wspomnianego okienka, na którym można wyczytać, iż produkt jest bezglutenowy, wegański i nie zawiera konserwantów. Bardzo cenię producentów za przemyślane składy, które nie tylko smakują, ale przede wszystkim nie szkodzą, a wręcz sprzyjają zdrowiu.
Z tyłu kartonika można wyczytać wartości odżywcze, a także skład. 100 g pasztetu w 11,9% zaspokaja dzienne zapotrzebowanie na białko i w 24% na błonnik.
Pod folią znajduje się cienka warstwa oleju, a sam produkt jest pomarańczowego koloru. Jednak po zdjęciu zabezpieczenia okazuje się, że pasztet nie tonie w tłuszczu i przyznam, że bardzo mi się to spodobało :) Mój nos od razu wyniuchał suszone pomidory, delikatne przyprawy oraz zapach ciecierzycy. Odrobinę słodkiej nuty zagwarantowała marchewka. Próbowałam ukroić kawałek pasztetu - jest zwarty, ale trochę się kruszy, niemniej jednak dobrze rozsmarowuje się na kromce chleba (choć nie jest puszysty jak hummus - to oczywiste, pasztet powinien być bardziej zwarty). W masie wyraźnie przebijają kawałki suszonych pomidorów oraz pestki słonecznika.

Smak

Na pierwszy plan wysuwa się ciecierzyca - nieco proszkowa tekstura (typowa dla strączków i kaszy jaglanej) jest świetnie przełamana miękkimi warzywami (marchwią i pietruszką). To właśnie te warzywa nadają słodyczy, która idealnie równoważy delikatną słoność pasztetu. W tle majaczy nienachalnie suszony pomidor - nie za intensywnie, tak w sam raz (bałam się, że mogę je czuć za mocno). Jest idealnie przyprawiony, wyczuwam jakby delikatną nutę cebuli i czosnku. Czasami natrafię na ziarnko słonecznika, które przyjemnie chrupie w całej masie. Siemienia lnianego nie czuję, ale skład sugeruje, że jest go niewiele. Smarowidło jest bardzo sycące, idealnie komponuje się z razowym chlebem u warzywami (ogórkiem, papryką i pomidorem). Jeśli ktoś spodziewa się smaku typowego, mięsnego pasztetu, to się zawiedzie - ani trochę takowego nie przypomina. Nie jest to jednak wada - to po prostu inny produkt, bardzo smaczny i idealnie przyprawiony. Przyznaję się bez bicia, że połowę opakowania zjadłam na raz z chlebem razowym na zakwasie i warzywami - i byłam naprawdę najedzona. Świetny skład sprawia, że węglowodany powoli się uwalniają (za sprawą błonnika i zdrowego tłuszczu), dzięki czemu nie będzie nam skakał cukier (a ja muszę na to uważać). Świetny produkt i mam nadzieję, że będzie dostępnych więcej wariantów smakowych.

Skład: ciecierzyca 60%, kasza jaglana, marchew, pietruszka, olej rzepakowy, nasiona słonecznika 4%, suszone pomidory 3%, siemię lniane 0,5%, sól, przyprawy
Kaloryczność: 180 kcal/100 g (396 kcal/opakowanie 220 g)
Cena: 10-11 zł
Dostępność: Zobacz wpis wprowadzający
Inne warianty smakowe: czarnuszka, żurawina z chia i ostropestem

Wpis sponsorowany. Współpraca nie ma wpływu na rzetelność recenzji.

niedziela, 2 października 2016

Aronia - polski superfood na jesienne wzmocnienie


Dzięki uprzejmości sklepu biogo.pl mam okazję włączyć do swojej diety mielone suszone owoce aronii. Polska jest światowym potentatem jeśli chodzi o jej uprawę. W sezonie owoce można było kupić na targu za 2-3 zł/kg (przynajmniej w moich okolicach), ale z powodu cierpko-gorzkiego smaku (który ponoć zanika w wyniku 48-godzinnego przemrożenia owoców), nie jest popularna. Szkoda, bowiem w małych, czarnych ziarenkach znajduje się cała skarbnica substancji, wspomagających organizm: antocyjany (przeciwutleniacze walczące z wolnymi rodnikami, mające potencjał antynowotworowy; odpowiadają za niebiesko-czarną barwę), wit. C (jednak w wyniku podgrzewania się utlenia, o czym należy pamiętać), B2, B6 (świetnie wspomaga układ odpornościowy, stymulując szpik do produkcji leukocytów i erytrocytów, a także łagodzi stany napięcia nerwowego), PP, prowitamina A, mangan, potas, magnez, rutyna, cynk i wapń. Zarówno owoce, jak i sok, stosuje się przy leczeniu nadciśnienia tętniczego oraz wspomaga walkę z hipercholesterolemią, uszczelniając naczynia krwionośne i zmniejszając cytotoksyczność utlenionego cholesterolu. Aronia ma także działanie przeciwzapalne, przeciwbakteryjne i przeciwwirusowe. 

Źródło
Można ją stosować w formie soku (kupowałam tłoczony bez cukru - ok. 11 zł za litr w sklepach sieci Carrefour), nalewek, syropów i konfitur. Ponieważ robiło mi się trochę słabo, gdy piłam sok na czczo (nie wiem, czy w wyniku obniżenia i tak niskiego ciśnienia krwi, czy po prostu kwestia węglowodanów), postawiłam na suszone mielone owoce. Można z nich przygotowywać napar, dodawać do koktajli, owsianek, jogurtu...

Poniżej zamieszczam przepis na kulki mocy z wykorzystaniem tego dobrodziejstwa :) Są umiarkowanie słodkie, a suszona śliwka rewelacyjnie komponuje się z aronią, równoważąc jej lekką goryczkę.

Składniki (6 kulek):
Daktyle namaczamy we wrzątku. Odsączamy i blendujemy razem ze śliwkami i nasionami słonecznika oraz pestkami dyni (jeśli chcemy, by pestki były drobniejsze - najpierw je zblendujcie, a potem dodajcie suszone owoce). Następnie masę mieszamy z 2 łyżeczkami mielonych suszonych owoców aronii i formujemy kulki.

Smacznego!




Wpis sponsorowany. 

poniedziałek, 26 września 2016

Terrasana, masło orzechowe 4-mix - Recenzja oraz współpraca z biogo.pl


 W ramach współpracy ze sklepem ze zdrową żywnością biogo.pl (o czym dowiecie się poniżej), otrzymałam masło orzechowe firmy Terrasana składające się z czterech rodzajów orzechów: ziemnych, nerkowca, laskowych oraz migdałów. Słyszałam wiele dobrego na temat produktów tej firmy i długo wahałam się, który z nich wybrać :) Mam nadzieję, że kiedyś przyjdzie mi wypróbować wszystkie, tymczasem zdecydowałam się na połączenie wielu w jeden :)


Słoiczek jest solidny, szklany, a etykieta bardzo estetyczna. Na pięknym, zielonym tle widnieje duży ciemnozielony napis "4-Mix peanuts & nuts", który najzwyczajniej w świecie informuje nas o tym, z jakim produktem mamy do czynienia ;) Obok znajduje się grafika użytych orzeszków - arachidy, migdały, nerkowce oraz orzech laskowy, a w prawym górnym rogu napis "bio-organic". Polska etykieta, umieszczona na wieczku, mówi, że użyte surowce pochodzą z upraw ekologicznych. Produkt jest w 100% wegański, bez dodatku cukru, soli oraz tłuszczy.

Po otwarciu słoiczka widzę, że wytrącił się olej z orzechów - jednak wystarczy całość zamieszać, by uzyskać jednolitą masę. Ku mojemu zdziwieniu, całość jest bardzo lejąca (jeszcze nie spotkałam się z tak lejącym masłem orzechowym), ale idealnie gładka. W karmelowej masie widać drobne, brązowe kropki - zapewne łupiny migdałów lub orzechów laskowych. W zapachu wyraźnie dominują arachidy (stanowiące 55% składu), potem wyczuwam subtelną nutę orzechów laskowych i migdałów (jednak nie taką, jak np. w nugatowych pralinach czy czekoladach). W smaku także najbardziej wyczuwam orzechy ziemne, ale i lekką słodycz nerkowców oraz charakterystyczną nutę orzechów leszczyny. Na języku po połknięciu pozostaje delikatny posmak migdałów, ale zdecydowanie są to mało dominujące aromaty. Czuję również subtelną goryczkę, która jest wywołana obecnością brązowych skórek. Masło jest bardzo sycące i klejące, ale dobrze rozprowadza się na kanapkach. Świetnie komponuje się z dżemami (zwłaszcza domowymi powidłami z eko węgierek - moja mama dostała 6 kg od znajomego ze wsi, najpierw je dusiła, a potem 3 dni piekła - wyszły idealnie gęste i słodziutkie, bez cukru!), ale także na pewno sprawdzi się z placuszkami lub naleśnikami.

Masło orzechowe jest bardzo dobrym źródłem roślinnego białka (26,4 g/100 g), tłuszczu (51,3 g/100 g) oraz błonnika (6,7 g/100 g), dlatego idealnie sprawdza się w diecie wegan, ale także osób wszystkożernych (czego jestem przykładem :D). Mnie bardzo smakowało takie połączenie i na pewno chętnie sięgnę po inne produkty tej firmy.
Skład: prażone orzechy ziemne (55%), prażone orzechy (45% - nerkowca, laskowe, migdały)
Kaloryczność:  612 kcal/100 g
Dostępność: sklepy ze zdrową żywnością, biogo.pl
Cena: 23,28 zł/słoiczek 250 g
Ocena: 5/6
A w mojej paczuszce od biogo.pl, oprócz masła, znalazłam:

oraz katalog kosmetyków Sylveco i lnianą torbę na zakupy.

Spodziewajcie się przepisów i recenzji, a za szybką przesyłkę (zamówienie zostało zrealizowane w 2 dni!) oraz dobrze zabezpieczone produkty (bałam się o potłuczenie masła - niepotrzebnie) bardzo dziękuję sklepowi biogo.pl. Zapraszam Was do odwiedzenia ich strony internetowej oraz profilu na facebooku.

Wpis sponsorowany. Współpraca nie ma wpływu na opinię i rzetelność recenzji.

piątek, 16 września 2016

Baton warszawski - truskawka i wanilia - Recenzja

 Dostałam od Ani z bloga Naturalna Kuchnia Wegetariańska paczuszkę, w której znalazłam dwie niespodzianki - jedną z nich był Baton warszawski w wersji, którą bardzo chciałam spróbować - truskawka i wanilia :)

Pierwsze wrażenie
Po otwarciu opakowania poczułam delikatną, naturalną woń truskawki - zupełnie inną niż w przypadku batona Sante Jazzy Bites, bowiem pochodziła z suszonych owoców. Myślałam, że intensywniejszy będzie aromat wanilii, ale w ogóle go nie wyczułam.
Baton jest bardzo zwarty i kruchy - to przez wysoką zawartość płatków oraz mąki owsianej. Zupełnie inaczej niż w przypadku daktylowych słodyczy (tutaj daktyle są obecne, ale w dalszej części składu). W masie wyraźnie przebija siemię lniane, które po ugryzieniu przyjemnie chrupie pod zębami.

Sycące!
Słodycz nie jest bardzo słodka - dla mnie akurat, bardzo wyważona, dzięki czemu mogłam zjeść batona na raz :) Mocno czuć mączny smak owsa oraz kwaskowatość suszonych truskawek. W dalszej części wyłania się subtelna woń kokosa, pochodząca z oleju. Wzięłam go ze sobą na miasto, zamiast drugiego śniadania i zdecydowanie świetnie spełnił swoją rolę - nasycił na długo i zaspokoił słodyczowego głoda :) Gdybym spotykała go regularnie w sklepie, na pewno często lądowałby w moim koszyku.

Skład: bezglutenowe płatki owsiane, bezglutenowa mąka owsiana, BIO olej kokosowy, daktyle, truskawka, ksylitol, BIO siemię lniane, naturalny ekstrakt z wanilii bourbon, sól himalajska, woda źródlana.
Cena: prezent :)
Kaloryczność: ok. 250 kcal/batonik (60 g)
Dostępność: sklepy ze zdrową żywnością, online
Inne warianty smakowe: Śliwka i cynamon, żurawina i czekolada, figa i goja z miodem gryczanym, ziarno kakaowca i pomarańcza, porzeczka i kokos
Ocena: 5/6

Wpis niesponsorowany.

Ogłoszenie
Z racji mojego jutrzejszego wyjazdu w góry, będę ograniczona jeśli chodzi o dostęp do Internetu. Za wszelkie opóźnienia w publikacji i odpisywaniu na posty - przepraszam :) Zaplanowałam, natomiast, dla Was posty w poniedziałek i środę. Wracam we czwartek, więc koło piątku wszystko nadrobię i powrócę do normy :)