Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Inne. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 12 marca 2017

Badanie krwi, czyli jak zadbać o zdrowie




Ilość rzeczy, które możemy wyczytać o stanie naszego organizmu z kropli krwi jest naprawdę olbrzymia. Jednak jakie badania powinna wykonywać przeciętna osoba dorosła? A jakie skarżąca się na konkretne dolegliwości? Co w przypadku osób stale przyjmujących leki? Liczba objawów, chorób i związanych z nimi paneli badań jest olbrzymia i nie sposób przytoczyć wszystkiego w jednym wpisie. Są schorzenia mniej lub bardziej powszechne. Proszę, nie traktujcie tego posta jako porady medycznej - mam na celu raczej zachęcić Was do "generalnego przeglądu" Waszego organizmu oraz uświadomienia, jakich badań możecie oczekiwać od lekarza. Był czas, kiedy badania krwi wykonywano mi co dwa tygodnie w tak wielu różnych kierunkach, że to się człowiek za głowę łapał (więcej o tym we wpisie o skutkach zdrowotnych diet ubogokalorycznych), ale dzięki temu nabrałam nieco wiedzy na temat poszczególnych rodzajów badań. Wszystkie zaleca się wykonywać na czczo (jeśli chodzi o porę wykonywania bardziej specyficznych badań, np. kortyzolu, konkretne wskazówki da nam lekarz zlecający).

niedziela, 11 września 2016

Liebster Blog Award #2



Tym razem nominacja pochodzi od Emilii z bloga KeepYourBalance, której bardzo dziękuję. Pytania były niebanalne i skłaniające do większego myślenia (czuję rok akademicki :P). Bez zbędnych, przydługich wstępów i ceregieli - zapraszam do lektury, jeśli jesteście mnie nieco bardziej ciekawi :)

1. Wskaż jedno słowo, które opisuje Ciebie najbardziej.
Nerwy :)

2. Za czym tęsknisz ?
Za dzieciństwem - jego beztroską, ciekawością świata, radością, brakiem pośpiechu. Za tym, że uczył się człowiek dlatego, że lubił, a nie że musiał. Nie było takiej presji, stresu jeśli chodzi właśnie o tę naukę czy pracę - bo nie tak dawno była matura, teraz studia, lada moment licencjat, stypendium, magisterka, praktyki, praca... Z drugiej strony dzieciństwo "podstawówkowe" przyniosło mi wiele bólu związanego z brakiem akceptacji - akceptacji tego, że jestem większa, że się dobrze uczę. Gimnazjum wspominam o wiele lepiej :)

3. Jaka jest Twoja ulubiona książka i dlaczego ?
Nie mam takiej najbardziej ulubionej... Ostatnio zaczytywałam się w "Zanim się pojawiłeś" Jojo Moyes oraz trylogii "Igrzyska śmierci". Lubię dynamiczne i wartkie akcje, przygody i wątki miłosne - może to nieco naiwne, ale czytanie ma być dla mnie przyjemnością, nie zawsze mam ochotę pogłębiać moje zasoby intelektualne, czytając Gombrowicza czy Sienkiewicza (nie linczujcie! :P Ale jako absolwentka klasy humanistycznej i tak mam bogatą wiedzę jeśli chodzi o literaturę). Ale książką, którą najwięcej razy czytałam, była "Przeżyłam... Lwów-Warszawa 1939-1945" Wandy Ossowskiej - o II wojnie światowej. Książka jest stareńka, nie ma już okładek, a pierwszy raz z zapartym tchem przeczytałam ją, mając 8 lat. Nie potrafię powiedzieć, ile razy ją czytałam, ale za każdym razem mną wstrząsała. Dawno do niej już nie sięgałam. Odkąd świadomie odwiedziłam obóz koncentracyjny na Majdanku w wieku 8 lat (wcześniej chodziłam tam z mamą w spacerówce - nie pytajcie, dlaczego mama wybierała takie ekstremalne miejsca na spacery ;)), zaczęłam interesować się II Wojną Światową. Przez wiele lat chciałam być historykiem - czytałam gazety, książki, oglądałam filmy dokumentalne. Niestety, ta pasja minęła mi w liceum, gdy zderzyłam się z moim historykiem, który był bardzo wymagającym pasjonatem. 
Bardzo wartościową książką była dla mnie "Ania z Zielonego Wzgórza" oraz dwie kolejne części z tej serii. Mam w niej pozaznaczanych wiele mądrych cytatów. Kojarzy mi się właśnie z sielskością i beztroską, w kolejnych częściach - z dojrzewaniem, dorastaniem, nabieraniem mądrości życiowej i doświadczenia.

4. Jaka jest Twoja ulubiona forma aktywności fizycznej i dlaczego ?
Kurczę, nie lubię się ograniczać do jednej :P Na pierwszym miejscu jest trening siłowy - nie dźwigam na siadach 80 kg ani nie robię martwego ciągu z obciążeniem 75 kg, ćwiczę w domowym zaciszu z hantlami. Świetnie rzeźbi ciało, poprawia przemianę materii, można się zmęczyć bez katowania (typowe cardio oraz bieganie nie są dla mnie stworzone :P), dodatkowo wzmacnia kości. Na kolejnym miejscu postawiłabym aktywności okazjonalne: chodzenie po górach w wakacje (czysta przyjemność, walka ze swoimi słabościami, umiejętność rezygnacji, gdy nie dajemy rady lub pogoda się psuje, cudne górskie powietrze i widoki - człowiek czuje się mały w zderzeniu z monumentalnością przyrody), a zwłaszcza po Tatrach :) Lubię też gry: badmintona oraz siatkówkę (bez specjalnej spiny typu "o nie przebiłaś", "o, nie przyjęłaś serwu"), a ostatnio, dzięki Zuzi, pokochałam fitness na trampolinach, gdzie można fajnie pokicać i nie obciąża się stawów :)

5. Jaka jest Twoja ulubiona pora roku i dlaczego ?
Wiosna! Kocham to delikatne, ciepłe słońce, kolorowe kwiaty - jabłoni, wiśni, bzu, forsycji, konwalii. Kocham to rześkie powietrze, zapach ziemi, majowe burze :) Oraz myśl, że zaraz będzie lato, a wraz z nim - wakacje, ciepło, obfitość warzyw i owoców :)

6. Jaka jest Twoja wymarzona praca ?
Mam pewne wyobrażenie siebie w pracy, ale chyba takiej typowej pracy marzeń nie mam. Chciałabym pracować w Dziale Zasobów Ludzkich jednej z firm lub prowadzić własną działalność gospodarczą. Ostatnio doszłam do wniosku, że żałuję, że nie poszłam do biol-chemu i nie studiuję medycyny, ale szczerze - mam tak wszechstronne zainteresowania, że ciężko mi jest wybrać jeden konkretny zawód :) Chciałam być kiedyś chirurgiem, notariuszem, aktorką, historykiem... A stiudiuję Zarządzanie :)

7. Czy jesteś śpiochem, czy nie potrzebujesz dużej ilości snu ?
Oj, jestem... śpię ok. 9 godzin :) Ale chodzę bardzo wcześnie spać i wcześnie wstaję - między 5 a 6 rano.

8. Jakie było najważniejsze wydarzenie w Twoim życiu do tej pory ?
Przełomowe było dla mnie pójście do gimnazjum po drugiej stronie miasta, gdzie nikogo nie znałam. Byłam całkowicie sama. Przez pierwsze pół roku wiele lekcji opuszczałam, bo nie mogłam się zaaklimatyzować. Z czasem pogodziłam się z tym, że muszę dojeżdżać autobusem (co mnie usamodzielniło), zaprzyjaźniłam się z wieloma ludźmi, mogłam się rozwijać, uczyć, miałam tę ciekawość świata i chodzenie do szkoły było dla mnie przyjemnością :) W większym stopniu zaakceptowałam siebie. Dzięki temu dostałam się do jednego z najlepszych liceów w mieście, a teraz jestem w tym miejscu, w którym jestem :) Przełomowa była także przeprowadzka do Warszawy - stałam się jeszcze bardziej samodzielna, musiałam ogarniać dojazdy, finanse (opłaty, zakupy...), nauczyłam się odpowiedzialności (chociaż zawsze byłam odpowiedzialna) i umiem zadbać o własny interes. Stałam się twardsza, ale to chyba akurat zaleta.

9. Wskaż 4 wartości, które są dla Ciebie najważniejsze w życiu.
Rodzina, zdrowie, bezpieczeństwo, wiara

10. Jaka jest Twoja ulubiona potrawa ?
Nie mam jednej... Uwielbiam pierogi, rosół, gołąbki, pomidorową, pieczarkową... Kocham także spaghetti, naleśniki i różne sałatki. Generalnie lubię jeść :P

11. Czym jest dla Ciebie świat ?
Pięknym miejscem, otwartym dla mnie, bez barier. Miejscem, gdzie mogę się rozwijać, cieszyć każdym dniem z moimi bliskimi, gdzie mogę marzyć i spełniać te marzenia :)

Pytania, które zadam są następujące:
1. Gdybyś mogła zrobić jedną rzecz ze świadomością, że nie dotkną Cię żadne negatywne konsekwencje - co by to było?
2. Jaki produkt, uznawany za zbawienny dla zdrowia, nie przejdzie Ci przez gardło i musiałabyś się zmuszać, żeby go zjeść?
3. Co jest Twoim sposobem na przezwyciężenie chandry i zmęczenia?
4. Co jest Twoją pasją?
5. Jakiego niezdrowego produktu najbardziej brakuje Ci w Twojej diecie?
6. Jakie wydarzenie w Twoim życiu zaliczysz do najbardziej niesamowitego i spektakularnego?
7. Jaką rzecz zawsze musisz przy sobie mieć?
8. Jaki jest Twój ulubiony zapach?
9. Czego najbardziej nie lubisz w ludziach?

Nominuję:
Adę z bloga VanillaPlan
Zuzię z bloga LetItSweet
Angelikę i Monikę z bloga CandyPandas
Beatę z bloga MagicznyKociołek

poniedziałek, 8 sierpnia 2016

Baton "Dobra kaloria" - chrupiący orzech - recenzja

Uwielbiam masło orzechowe! Musi być jednak dobrej jakości - w 100% złożone z orzeszków ziemnych, bez zbędnych dodatków - tłuszczy trans, cukru i soli. Dlatego duże nadzieje związałam z batonikiem "Dobra kaloria" w wersji czysto orzechowej :)

Snickers?
Batonik ma karmelową barwę, nieco mozaikową, co jest wynikiem umieszczenia w masie kawałków orzechów oraz chrupków zbożowych. Z dotychczas smakowanych przeze mnie wariantów, jest najbardziej zwarty i zbity - wymaga mocniejszego nacisku, żeby się wgryźć. Nie ciągnie się jak krówka czy czysto zmiksowane daktyle, jest bardziej suchy i się kruszy. Zdziwiło mnie to, bo przecież orzeszki powinny całą masę uelastycznić.
Nie smakuje jak snickers, co mnie nieco zaskoczyło. Przypomina słodkie masło orzechowe, ale dobrej jakości - nie czuć w nim takiej "margarynowatości". Orzeszki przyjemnie chrupią pod zębami. Wyczuwam ich bardzo subtelny smak - wolałabym ich głębszy aromat... Całość jest przyjemnie słodka, ale zdecydowanie brakuje mi aromatu prażonych arachidów :( Myślę, że ich większa zawartość przyczyniłaby się do lepszej, maślanej konsystencji, a i smak zyskałby na głębi.

Czy kupię ponownie?
Myślę, że tak, aczkolwiek zdecydowanie bardziej posmakował mi wariant kokosowy. Powtórzę się, ale jeśli nazywa się batona mianem "chrupiącego orzecha", to jednak powinien być bardzo wyraźnie wyczuwalny - tego mi brakuje. Słodkość ponownie mnie powaliła, ale ja mam dość niski próg ;) Same daktyle mnie zasładzają. Dla szukających zastępników Snickersa - zdecydowanie bardziej polecam Raw Protein Peanut Butter - o wiele bardziej orzechowy niż "Dobra kaloria".

A korzystając z okazji, że od dzisiaj w Lidlu będzie można kupić batoniki "Dobra kaloria" - na jakie warianty się skusicie? :)

Skład: Daktyle, orzeszki ziemne (29%), chrupki zbożowe (mąka kukurydziana, mąka ryżowa).
Kaloryczność: 132 kcal/batonik (35 g)
Dostępność: E. Leclerc
Cena: ok. 2,5 zł
Inne warianty smakowe: kakao&orzech, jabłko & cynamon, śliwka & ziarnakokos & orzech, kawa & orzech
Ocena: 5/6

Wpis niesponsorowany. Produkt kupiłam samodzielnie.

poniedziałek, 18 lipca 2016

Baton Bonvallis, Pomarańcza i migdały - Recenzja

Będąc w sklepie, zawsze wyszukuję ciekawych, bezcukrowych słodkich propozycji. Kończy się najczęściej tym, że zakup trafia do mojego koszyka, następnie go fotografuję, próbuję i recenzuję. Nie zjadam go w całości - chomikuję i podjadam po kawałeczku ;)
Będąc w Supermarkecie przy Hali Mirowskiej w Warszawie, natrafiłam na baton Bonvallis. Jako miłośniczka skórki pomarańczowej, chwyciłam właśnie ten wariant.

Baton bakaliowy w waflu?
Dopiero po dokładniejszym przestudiowaniu etykiety dostrzegłam, że baton otacza cienki wafelek. Właściwie, jest to... opłatek. Absolutnie nie przeszkadza on w smaku, a wręcz ułatwia konsumpcję i sprawia, że nie ubrudzimy się miazgą bakaliową ;)

Chrupiąca figa i aromatyczna pomarańcza
Woń skórki pomarańczowej uderza do nozdrzy zaraz po otwarciu opakowania. Nie jest on, jednak, nachalny ani gorzki. Bardzo przyjemny. Wgryzając się w batonik, czuję chrupkość pestek fig - choć sama nie jestem wielką ich miłośniczką, to w połączeniu ze skórką pomarańczową smakują idealnie! Delikatnie ciągnąca się struktura batonika (może nie tyle co krówka ciągutka, ale coś na kształt ;)) przyjemnie satysfakcjonuje moje podniebienie. Całość jest dość słodka, więc jak zwykle nie zjadłam go na raz ;) Oprócz pestek figi coś tam jeszcze chrupie pod zębami - prawdopodobnie były to migdały, ale nie wyczułam ich wyraźnego smaku.

Czy kupię ponownie?
Jeśli będę miała okazję, to możliwe, że tak. Aczkolwiek cena za takie cudo jest spora i chyba wolałabym przeznaczyć ją na batona Bombus z serii RawProtein (Cocoa Beans lub Peanut Butter). Natomiast to połączenie zainspirowało mnie do samodzielnego przygotowania bakaliowych kulek mocy - muszę się tylko zastanowić, czy któryś z moich blenderów udźwignie tę pracę ;)
Skład i kaloryczność
Dostępność: sklepy internetowe, supermarket na Hali Mirowskiej (nigdzie indziej nie widziałam :( )
Cena: ok. 6 zł
Inne warianty smakowe: daktyle i orzechy włoskie
Ocena: 6/6

Wpis niesponsorowany. Produkt kupiłam samodzielnie.

poniedziałek, 11 lipca 2016

Baton "Dobra Kaloria" - Kokos & Orzech - Recenzja


To już trzeci wariant smakowy batonów "Dobra Kaloria", który mam przyjemność próbować. Za każdym razem, widząc je na półce sklepowej, sięgam po inny smak, czekając na jakieś nowe, smakowe objawienie ;)

Pierwsze wrażenie
W daktylowej masie wyraźnie przebijają kawałeczki orzechów i mikro plamki, świadczące o obecności wiórków kokosowych. Konsystencja jest zwarta, ale także miękka - na pewno nie rozpaprze się w torebce pod naciskiem wszystkich niezbędnych rzeczy, które tam trzymamy ;) Zapach kokosa nie uderza, jest bardzo subtelny i wyraźnie zdominowany karmelową nutą daktyli.

Smak
Subtelny kokos idealnie współgra z chrupiącymi orzechami i słodyczą daktyli. Nie czuć żadnych specyficznych nut jak w batonie Raw Energy Coconut & Cacao. Pomimo faktu, że wspomniany Bombus ma zdecydowanie bardziej kokosowy aromat, to smakowo chyba bardziej odpowiada mi Dobra Kaloria. Na pewno nie przypomina w żaden sposób Bounty i dla miłośników kokosa może być to pewne rozczarowanie. Niemniej jednak zwłaszcza dzięki orzechom, jest to świetna przekąska. Karmelowa słodycz daktyli świetnie współgra z subtelnością kokosa (który nie ma zapachu szmatki ;)), co podkręca smak orzeszków ziemnych.

Czy kupię ponownie?
Na pewno tak. Wraz z wersją śliwkową jest to moje ulubione połączenie smakowe. Ania z bloga Naturalna Kuchnia Wegetariańska zasugerowała, że smak tego batona przypomina Michałki. I chyba faktycznie coś w tym jest - nie jadłam ich wersji kokosowej, ale wydaje mi się, że najbliżej temu batonowi do wspomnianych cukierków.
Skład: Daktyle, chrupki zbożowe (mąka kukurydziana, mąka ryżowa), wiórki kokosowe, orzechy nerkowca (5,8%), orzeszki ziemne (3,9%).
Kaloryczność: 386 kcal/100 g (135 kcal/batonik 35 g)
Cena: ok. 2 zł
Dostępność: Tesco, E. Leclerc
Inne warianty smakowe: Kawa & orzech, Kakao & orzech, Chrupiący Orzech, Jabłko & Cynamon, Śliwka & ziarna
Ocena: 6/6

Wpis niesponsorowany. Produkt kupiłam samodzielnie.

piątek, 8 lipca 2016

Superfoods studenta, czyli naturalne produkty, których używam ze względu na ich prozdrowotne działanie

Nie podążam za nowościami i nie szaleję ze stosowaniem suplementów oraz superfoods. Wierzę, że dobrze zbilansowana dieta (o mojej już wkrótce), różnorodna, oparta na naturalnych składnikach, jest w stanie dostarczyć wszystkich niezbędnych składników organizmowi. Jest kilka perełek, które stosuję ze względu na właściwości odżywcze i prozdrowotne, a także wzmacniające. Ogromna część to produkty wspierające odporność, trawienie (błonnik), a także przeciwstresowe i wspomagające procesy myślowe. Ponieważ mój budżet jest ograniczony (najdroższa z poniższych rzeczy to olej z czarnuszki egipskiej, ale kupiłam go ze względu na mój stan zdrowia), nie znajdziecie u mnie nasion chia, spiruliny, chlorelli, młodego jęczmienia i innych takich rewelacji. Muszę też zaznaczyć, że jeżeli na co dzień jemy źle, a stosujemy superfoods, oczekując od nich uzdrowienia - to nie tędy droga. Szkoda pieniędzy. Podstawą jest dieta, wspomagana ewentualnymi suplementami/superfoods w zależności od niedoborów i kondycji naszego organizmu.
Nie smęcąc dłużej - zapraszam na przegląd! :)
  • Siemię lniane mielone (odtłuszczone) - stosuję ze względu na błonnik, który daje uczucie sytości oraz rewelacyjnie reguluje pracę jelit. Jest to także dobry dodatek tłuszczowy (chociaż to odtłuszczone ma go znacznie mniej). Mieszam z jogurtem naturalnym lub owsianką, bardzo często zagęszczam nim sosy.
  • Olej z czarnuszki egipskiej - brak mi niestety systematyczności w jego stosowaniu. Spożywam na czczo łyżeczkę (5 ml - plastikowa) i od razu połykam. Stosuję w celu wzmocnienia odporności, produkcji białych krwinek oraz przywrócenia równowagi w moim organizmie (odsyłam do posta o skutkach diety ubogokalorycznej).
  • Olej lniany (tłoczony na zimno) - akurat mi się skończył :) Używam do sałatek i potraw, których nie poddaję obróbce termicznej. Duża dawka omega-3 oraz lignanów, regulujących działanie układu hormonalnego.
  • Orzechy włoskie - są w mojej kuchni również ze względu na kwasy omega-3 oraz nienasycone kwasy tłuszczowe. Często lądują w mojej owsiance, zwłaszcza w okresie wzmożonego wysiłku umysłowego (sesja, nauka), a zdrowe tłuszcze wspomagają działanie układu nerwowego oraz obniżają IG potraw.


  • Suszone śliwki/morele  - źródło błonnika oraz słodkości ;) Gdy mam problemy z żołądkiem lub jelitami, spożywam je w większej ilości i świetnie wspomagają mój układ trawienny. Spożywam same lub z owsianką.
  • Cytryna - codziennie piję wodę z sokiem z cytryny, przed śniadaniem i olejem z czarnuszki. Źródło wit. C, przyspiesza perystaltykę jelit, oczyszcza je, pobudza do pracy i przygotowuje do śniadania. Mój brzuch czuje się lżej, pozbawia się resztek i jest gotowy do strawienia nowego posiłku.
  • Jogurt naturalny (opcjonalnie kefir) - jem codziennie z owocami, płatkami zbożowymi, otrębami, orzechami lub pestkami. Stosuję ze względu na zawartość wapnia i probiotycznych bakterii, wspierających układ trawienny. Zabielam nim sosy i zupy, czasem dodaję do sałatek lub surówek.
  • Miód - gości u mnie głównie zimą (piję wodę z łyżeczką miodu, odstane przez noc wraz z imbirem; rano dodaję sok z cytryny), dla wzmocnienia odporności. Latem dosładzam nim koktajle, które składają się z mało słodkich owoców i zieleniny. Ma działanie przeciwwirusowe, przeciwbakteryjne, wspomagające perystaltykę jelit i układ immunologiczny.
  • Natka pietruszki - skarbnica minerałów i witamin (zwłaszcza C i A). Odtruwa i oczyszcza organizm, wzmacnia odporność. Rewelacyjnie wspomaga walkę z przeziębieniem.
  • Imbir (korzeń)  - napar z imbiru piję zimą jako napój rozgrzewający i wzmacniający. Wiem, że niektórzy piją z jego dodatkiem lemoniadę latem - dla mnie jest za bardzo rozgrzewającą rośliną, więc w upał mój organizm musiałaby się zmuszać do jego wypicia. Bardzo dobrze wspomaga układ odpornościowy, działa przeciwwirusowo i przeciwbakteryjnie oraz wspomaga metabolizm. Dodaję go także do koktajli z warzyw korzeniowych, które stosuję dla wzmocnienia odporności, gdy łapie mnie przeziębienie.
  • Awokado - jest pyszne ;) Zawiera kwasy Omega-3, Omega-6 i Omega-9, dzięki czemu nawilża skórę od środka, poprawia jej elastyczność.
  • Czosnek - stosuję cały rok i przez to często go ode mnie czuć :P Do sałatek, mięs, obiadu... W większej ilości idzie u mnie, gdy łapie mnie przeziębienie. Znowuż, ma działanie antybakteryjne i antywirusowe.


  • Kakao/ziarno kakaowca - szczególnie dużo spożywam w okresie sesji, stresu, wysiłku umysłowego (mój organizm sam się go domaga - czy to w formie gorzkiej czekolady, czy jako napój do picia/dodatku do owsianki), a to ze względu na zawartość magnezu i tłuszczu. Magnez wpływa zbawiennie na układ nerwowy (należy jednak pamiętać, że przyswaja się w towarzystwie wit. B6 - ja ją suplementuję osobno, ze względu na zalecenie lekarzy).
  • Majeranek - dodaję go do mięs, sosów i sałatek. Bardzo dobrze wpływa na przemianę materii, przyspieszając ją i regulując
  • Kurkuma - dodaję do potraw indyjskich i sałatek, a gdy rozbiera mnie przeziębienie - dodaję do naparu z imbiru. Ponownie, ma działanie rozgrzewające i wzmacniające odporność.


  • Pestki dyni - źródło cynku (a poza tym, bardzo mi smakują ;)). Cynk świetnie wzmacnia odporność i pomaga regenerować się skórze oraz walczyć ze zmianami trądzikowymi. Zauważyłam, że gdy walczyłam z pokrzywką słoneczną, miałam na niego wzmożoną ochotę - organizm sam się domagał, czego mu brakuje. Jako iż mam wypryski i wypadają mi włosy - cynk jest u mnie niezbędny. Dodatkowo pestki dyni zwalczają pasożyty i działają prewencyjnie - mam kota i psa, i choć przestrzegam zasad higieny, to nigdy nic nie wiadomo ;) Robiąc ostatnio badania, testy na pasożyty wyszły negatywnie, więc coś w tym jest ;) Dodaję do sałatek lub gdy wypiekam chleb.
  • Pestki słonecznika - tanie (w porównaniu z orzechami) źródło tłuszczu i... wit. E, której brakuje w mojej diecie. Samego w sobie nie lubię chrupać, ale dodaję do owsianki, sałatek i robię z nim pesto.
  • Otręby - dosypuję je do owsianek, jogurtów i koktajli, żeby uregulować IG potraw i jako źródło błonnika.
  • Jarmuż - pojawia się w mojej lodówce, gdy rozbiera mnie przeziębienie. Miksuję z nim koktajle i robię sałatki. Również posiada wiele witamin - A, K, z grupy B oraz C, a także minerały - wapń, żelazo i potas. Świetnie uzupełnia niedobory.
  • Burak, seler, pietruszka, marchew - warzywa korzeniowe - w okresie zimowym, gdy łapie mnie przeziębienie, miksuję z nimi (surowymi!), imbirem, sokiem z cytryny, jarmużem, miodem i natką koktajle. Ostatnio byłam chora ponad rok temu - wyleczyłam wtedy infekcję wirusową właśnie w ten sposób (dodatkowo biorąc wit. C). Wirus był tragiczny - bóle mięśni, stawów, robiło mi się słabo, miałam gorączkę. Zwalczyłam w kilka dni, choć osłabienie trwało dłużej. Moja mama też złapała wtedy wirusa - niestety, wzięła antybiotyk (nie powinno się go brać na wirusy!), potem zmieniła na inne leki od lekarza i walczyła z nim 2 tygodnie. Osłabienie trwało jeszcze miesiąc. Nie piła tych koktajli.
  • Do picia: mięta, melisa, koper włoski, bukiet ziół, czystek - mięta i melisa działają uspokajająco. Mięta, koper włoski i bukiet ziół (ten kupuję w Lidlu) wspomagają także układ trawienny (ale trzeba uważać, bo wzmagają produkcję gazów ;)), wydzielanie żółci i walczą z uczuciem ciężkości po przejedzeniu. Czystka piję na wzmocnienie odporności i zrzucenie wody, gdy czuję, że gromadzi mi się w organizmie.
I to wszystko, co znajdziecie w mojej kuchni. Okazjonalnie pojawiają się np. zarodki pszenne lub łuska gryczana, ale na tyle rzadko, że nie umieściłam ich w tym wpisie. A Wy? Jakie superfoods stosujecie? :)

poniedziałek, 4 lipca 2016

Legal Cakes - Baton owocowo-czekoladowy, a także ciastka: Piegusek i Bajaderka

 Mówią, że do trzech razy sztuka! I w tym przypadku się to sprawdziło :) Robiłam trzy podejścia do Legal Cakes. Za pierwszym razem nie trafiłam, bo poszłam w przeciwnym kierunku... Za drugim - przedłużył się remont. I choć za trzecim razem dorwała mnie olbrzymia ulewa, to w końcu dotarłam na ul. Chłodną w Warszawie.


Po tylu pozytywnych recenzjach, nie mogłam nie spróbować ich sławetnych batonów. Nie było, niestety, Brownie, Szyszki i Koko (ten ostatni został wykupiony w całości przez jedną panią - ponoć zaopatrzyła się w 15 sztuk; młoda dziewczyna z obsługi stwierdziła, że prawdopodobnie była głodna ;)). Wahałam się między Sneaky'm, Szarlotkowym i Owocowo-Czekoladowym (budżet studenta jest nieco ograniczony :P), aż w końcu padło na ten ostatni.


Nigdy przedtem nie jadłam pieczonej owsianki, ale właśnie takową przypomniał mi ten baton. Solidny, niezbyt zbity - łatwo rozlatuje się w miejscach, gdzie są owoce. Warto wspomnieć, że wykorzystują tylko te sezonowe - i w moim przypadku były to truskawki.
Choć po podróży pociągiem nie prezentował się zanadto apetycznie, jednak w smaku... Cudo! Słodycz i aromat banana, lekko podkręcone wanilią. Cudownie miękkie płatki owsiane i jęczmienne, widocznie przebijające się w masie. Do tego kawałki czekolady (w moim batonie było ich sporo!) oraz ukochane truskawki - połączenie tak przypadło mi do gustu, że chyba znowu się po niego wybiorę do Warszawy ;) Należy także zaznaczyć, że jest baaaardzo sycący - idealny na drugie śniadanie. Próbowałam także odtworzyć ten smak w domu, ale nie wyszła mi tak zwarta konsystencja (prawdopodobnie za sprawą tego, że nie użyłam odżywki białkowej). Jednak gdy kolejnym razem użyłam jajka, efekt był bardzo podobny. Super! Koniecznie musicie spróbować!
 Skusiłam się także na ciastka - Pieguska i Bajaderkę. Tej drugiej nie uwieczniłam na zdjęciu samodzielnie (widać ją jednak w tle, jeśli przyjrzycie się na dwa zdjęcia samego batona). Była bardzo miękka i kleista, dlatego po podróży jej forma nie nadawała się zbytnio do publikacji :P Idealnie ciasteczkowa, miękka, z aromatem rumowym i bakaliami, kakao i dobrej jakości czekoladą... Dokładnie taka, jaką pamiętam sprzed okresu, gdy schudłam. A to wszystko bez cukru i dziwnych tłuszczy. 
Natomiast piegusek był mooocno orzechowy - nie widziałam go na stronie z menu, więc prawdopodobnie został zrobiony "doraźnie". Na pewno dominuje smak masła orzechowego. Do tego ponownie kawałki gorzkiej czekolady, świetnej jakości oraz rodzynki. Niezwykle kruchy i delikatny - cudowny. W masie wyraźnie przebijają kawałki orzeszków ziemnych. Ciacho jest duże, na zdjęciu jest jego połowa (ładnie "przycięta" ząbkami do okrągłego kształtu - nie mogłam się powstrzymać, żeby spróbować przed sfotografowaniem ;)).

Podsumowując: Legal Cakes bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Zdrowy skład, przystępne ceny i wyśmienity smak - aż chce się więcej i więcej :)

Ceny:
  • Baton: ok. 7,50 zł
  • Piegusek: 5 zł
  • Bajaderka: 3 zł (w najnowszym menu widziałam, że cena zmieniła się na 3,50 zł)
Dostępność: Lokale Legal Cakes w Warszawie (ul. Chłodna 2/18 oraz ul. Nałęczowska 31a) oraz dystrybutorzy na siłowniach również w innych miastach (pełna lista znajduje się na fanpage'u na facebooku)

Kaloryczność:
  • Baton: 276 kcal
  • Bajaderka: 55 kcal
Ocena:
  • Baton: 6/6
  • Piegusek: 5/6 (za bardzo orzechowy)
  • Bajaderka: 6/6
Wpis niesponsorowany.

wtorek, 14 czerwca 2016

O dietach 1000 kcal, czyli dlaczego Twoje zdrowie jest ważniejsze niż wygląd



Będzie to dla mnie osobisty i dość trudny temat do poruszenia. Niewłaściwie skomponowana dieta, ale przede wszystkim - nie dostarczająca odpowiedniej ilości energii oraz składników odżywczych - wyprowadza organizm ze stanu równowagi. Skutki są długofalowe, często trudne do naprawienia - wymagają bowiem zmiany myślenia, trybu życia. To nie jest tak, że łykniesz tabletkę i wszystko będzie cacy.

Skąd pomysł, by pisać na taki temat?
Czasem pojawiają się, i nadal będą, notki o odchudzaniu i dietetyce. Wszystko dlatego, że sama przeszłam długą i ciężką drogę. Schudłam ponad 50 kg. Jakim kosztem, nie chcę pisać - ale wszystko jest do naprawienia. Przynajmniej w tym przypadku :)
Przeglądałam komentarze u Ani z bloga Naturalna Kuchnia Wegetariańska. W jednym z nich młoda dziewczyna napisała, że je 1200 kcal (w odniesieniu do Ani kaloryczności - ponad 2000). Złapałam się za głowę. Dzieci w przedszkolu jedzą 900-1100 kcal + posiłek w domu.
Czytam kolejny wpis o odchudzaniu. "Oblicz swoje CPM. Jeśli chcesz schudnąć 1 kg tygodniowo - odejmij od tego 1000 kcal!". No efekt spektakularny!
Zakładając, że przeciętna kaloryczność to ok. 1900 kcal (w zależności od płci, wzrostu, wieku, aktywności) - żeby schudnąć 1 kg tygodniowo, należałoby jeść 900 kcal dziennie.
Schudnie się, owszem. Tylko co dalej? Do końca życia 900 kcal?
Coraz więcej osób ujawnia także historię swojej walki z zaburzeniami odżywiania - anoreksją, bulimią i kompulsywnymi napadami. Są to historie trudne, często dramatyczne, ale zawierają w sobie mnóstwo siły i nauki dla innych. Bardzo cenię te osoby za drogę, którą pokonały oraz za chęć dzielenia się swoimi doświadczeniami. Przywołam choćby Adę z bloga VanillaPlan czy Kelli z FitnessBlender.com

Droga do wymarzonej sylwetki
Jedząc ok. 700 kcal dziennie, ucząc się intensywnie do matury, mając wiele stresu w życiu i na dodatek ćwicząc codziennie - chudłam w oczach. Po ok. 6 kg miesięcznie. Każdy kilogram sprawiał coraz większą radość. Codziennie stawałam na wadze. Zazwyczaj koło środy widziałam kolejny kilogram mniej.
W pewnym momencie ocknęłam się, że "chyba za mało jem" (no, brawo). Zaczęłam stopniowo zwiększać kaloryczność o 100 kcal, co dwa tygodnie. Po kilku miesiącach (ok. pół roku) doszłam do kaloryczności 1800. Trzymałam się jej długo, potem zwiększyłam do 1900. Potem 2000. Teraz nie liczę, przestałam (o tym dlaczego - później).
Zaznaczę, że wcześniej odchudzałam się normalnie - ruch, brak słodyczy, kasze i ciemne pieczywo, dużo warzyw i owoców. Waga spadała po ok. 4 kg miesięcznie, a ja czułam się fantastycznie. Dlaczego zatem wdrożyłam tak katorżniczą dietę?
Sama sobie zadaję to pytanie, co mi strzeliło do głowy. Nasłuchałam się zbyt dużo o tym, jak to "węglowodany są złe, a papryka to wcale nie takie zdrowe warzywo, bo zawiera dużo cukru". Tak, naprawdę karmiono mnie takimi pseudoteoriami, wobec których teraz wyraźnie się dystansuję (a paprykę jem kilogramami ;)).

Co można jeść, żeby zmieścić się w takim bilansie?
9 g papryki, 10 g pomidora, 30 g sałaty lodowej, dwa chrupkie pieczywa Wasa, 30 g piersi kurczaka, 20 g płatków owsianych, dwa wafle ryżowe, dwie cząstki grapefruita. Czasem zaszalałam i zjadłam pół opakowania serka wiejskiego - oczywiście lekkiego. Błagam, nigdy tak nie jedzcie!

Jak się czułam jedząc ubogokalorycznie?
Fatalnie. Nie miałam siły. Trzęsły mi się ręce. Było mi zimno. Byłam rozstrojona emocjonalnie. Nie mogłam się skupić na nauce. Ćwicząc, płakałam - z głodu. Gdy opóźniał mi się posiłek - płakałam. Gdy nie mogłam zważyć serka wiejskiego na wadze - nie jadłam albo płakałam.

Jakie skutki wywołuje dieta ubogokaloryczna?
  1. Zwiększa się prawdopodobieństwo efektu jojo. Brak racjonalnego wyjścia z takiej diety powoduje, że organizm zaczyna gromadzić wszystko, co otrzymuje, w formie tkanki tłuszczowej - na wypadek, gdybyśmy znowu zafundowali mu taki reżim. Obniża się także metabolizm. Ja tego akurat uniknęłam dzięki stopniowemu zwiększaniu kaloryczności. Ale to także niesie ze sobą pułapki - gdy jemy coraz więcej, organizm domaga się jeszcze większej ilości pożywienia, żeby uzupełnić niedobory. Dlatego wychodząc z takiego reżimu bardzo łatwo popaść w zaburzenia odżywiania - zwłaszcza kompulsywne jedzenie. Trzeba silnej woli, żeby do tego nie dopuścić.
  2. Zaburzenia hormonalne - wtórny podwzgórzowy brak miesiączki, choroby tarczycy, nadnerczy. Diety ubogokaloryczne nie dostarczają niezbędnych witamin, minerałów oraz tłuszczy. Organizm jest niedożywiony. Brak tłuszczy sprawia, że nie ma z czego syntetyzować hormonów. Zostaje zaburzona homeostaza - i organizm blokuje funkcje reprodukcyjne (aby urodzić dzieci, ciało musi być w najlepszej formie fizycznej, żeby zapewnić maleństwu prawidłowy rozwój; gdy takiej formy nie ma - na skutek głodzenia - nie dopuści do zajścia w ciążę). Stąd bardzo częstym efektem jest brak miesiączkowania, suchość okolic intymnych. Blokuje się także wydzielanie hormonów tarczycy - FT-3 i FT-4 (przy często prawidłowych parametrach hormonu TSH - stąd samo badanie TSH może nie dawać prawidłowego obrazu o kondycji tarczycy), co objawia się wypadaniem włosów, zaparciami, suchością skóry i wzmożonym uczuciem zimna. Wzrasta także poziom kortyzolu we krwi - a jest to hormon wydzielany przez korę nadnerczy. To wszystko może doprowadzić do niedoczynności tarczycy.
  3. Zaburzenia odporności i parametrów krwi - liczby białych i czerwonych krwinek, płytek krwi (krzepliwość), objętości krwinki czerwonej. Anemia. Te zaburzenia prowadzą do osłabienia odporności i wzmożonej podatności na infekcje, z których nie będzie łatwo się wykaraskać. Zaburzenia krzepliwości są niebezpieczne, ale to zależy od odchylenia od dolnej normy - zbyt mała liczba płytek krwi może objawiać się wzmożoną tendencją do krwawień np. z nosa, niemożliwością zatamowania krwawienia lub w ostrych wersjach - krwotokami wewnętrznymi. Anemia objawia się bladością skóry, ale także zmęczeniem i osłabieniem mięśni oraz ogólnym rozbiciem organizmu.
  4. Zaburzenia psychiczne. Wspomniane przeze mnie rozstrojenie emocjonalne, skłonność do płaczu, nerwowość, brak możliwości koncentracji, brak panowania nad emocjami, skłonność do kompulsywnego objadania się.
  5. Hipoglikemia reaktywna. Jest to spadek poziomu cukru we krwi po spożyciu posiłku. Niemożliwa do wykrycia przy zwykłym badaniu glukozy na czczo - wykrywa ją dopiero kilkupunktowa krzywa glukozowa i insulinowa po teście obciążenia glukozą. Często także, by wyeliminować ewentualne choroby trzustki, w szpitalach przeprowadza się trzydniową głodówkę w celu jej rozpoznania. Objawia się spadkiem energii po spożyciu posiłku - zimne poty, trzęsienie dłoni, brak koncentracji, opada się z sił, robi się słabo. Niezbędna jest w takim przypadku dieta o niskim indeksie glikemicznym i regularne spożywanie posiłków (co 3 godziny), a także unikanie cukru (sacharozy, miodu) i cukrów prostych w czystej postaci.
  6. Sucha skóra, wypadanie włosów. Są spowodowane zaburzeniami hormonalnymi tarczycy oraz brakiem nawilżenia skóry z pożywienia. Orzechy, pestki, oleje, masło, awokado, średniotłusty nabiał - to wszystko wpływa na kondycję naszej skóry. Ubogokaloryczna dieta nie zawiera w swoim składzie tych składników, w związku z tym organizm staje się... suchy.
  7. Zmęczenie. Mózg potrzebuje glukozy do prawidłowego funkcjonowania. Organizm pobiera ją z węglowodanów. W dietach ubogokalorycznych bardzo niewiele spożywa się węglowodanów i tłuszczy. Mózg nie ma paliwa - pojawiają się zaburzenia snu (związane także z wysokim poziomem kortyzolu, czyli hormonu stresu), więc organizm nie może nawet odpocząć. W połączeniu z ćwiczeniami - dochodzi się na skraj swojej wytrzymałości.

W dalszej przyszłości:
  1. Osteoporoza. Zaburzenia hormonalne mają związek z prawidłowym wchłanianiem wit. D oraz wapnia i fosforu. Tak samo jak kobiety po menopauzie mają wzmożoną tendencję do złamań, tak samo kobiety po dietach ubogokalorycznych mają do tego skłonności. Dzieje się tak na skutek niedoboru estradiolu oraz LH i FSH. Dlatego konieczna jest suplementacja wit. D oraz wapniem (np. w formie Calperosu czy VitrumCalcium) jako uzupełnienie już prawidłowej diety.
  2. Bezpłodność. Bardzo ciężko jest doprowadzić organizm do prawidłowej gospodarki hormonalnej. W zależności od tego, w jakim wieku stosowało się ubogokaloryczną dietę, takie będą skutki. Młode dziewczyny na diecie 1000 kcal doprowadzają swój organizm do skrajnych zaburzeń hormonalnych. Niedobór estradiolu sprawia, że nie rozwijają się prawidłowo narządy rodne. Efekt? Niedorozwój macicy skutkujący w przyszłości większą skłonnością do poronień. Nastolatka na razie o tym nie myśli. Jako dorosła kobieta puknie się w głowę i będzie pluła sobie w brodę, że dla przerwy między udami, wystających żeber, sześciopaku na brzuchu i jak najniższej cyferce na wadze pozbawiła się szansy na urodzenie dziecka*. Że doprowadziła swój organizm do tragicznych skrajności.
*Zdaję sobie sprawę, że nie każda kobieta chce mieć dzieci.

Czy naprawdę warto?

Zdjęcia pochodzą z Banku Zdjęć.

poniedziałek, 30 maja 2016

Jogurt owocowy szarlotkowy - przepis na zdrowe i szybkie drugie śniadanie!


Mam dla Was banalny, pyszny i zdrowy deser, który usatysfakcjonuje (chociaż częściowo) wszystkich łasuchów na diecie. Jest to świetna opcja na drugie śniadanie - możecie zabrać je także do szkoły czy pracy! Duża zawartość błonnika (w płatkach owsianych, ale także w jabłku) sprawia, że długo będziemy syci, a poziom cukru we krwi będzie podnosił się i opadał łagodnie. Kremowy jogurt dostarcza nam odrobiny tłuszczu, dzięki czemu rozpuszczą się wit. A, D. E oraz K. Taka przekąska świetnie ureguluje naszą przemianę materii oraz wspomoże funkcjonowanie układu trawiennego. Zdrowa alternatywa dla kupnych jogurtów, naszpikowanych cukrem, syropem glukozowo-jogurtowym oraz innymi zbędnymi dodatkami. 

Składniki:

  • 100 g jogurtu naturalnego
  • średnie jabłko (200 g)
  • 2 łyżki płatków owsianych (20 g)
  • szczypta cynamonu
Jabłko kroimy w kostkę. Posypujemy płatkami owsianymi, polewamy jogurtem i posypujemy cynamonem wedle uznania.
Smacznego!

czwartek, 19 maja 2016

Sante, baton Jazzy Bites - Recenzja


Będąc w jednym ze sklepów LSS Społem, natknęłam się na batonik firmy Sante. Skład, kusząca cena, obietnica aromatycznej truskawki i mój słodyczowy popęd sprawiły, że wylądował w moim koszyku :)

Konsystencja i tekstura
Baton jest bardzo zbity - o wiele bardziej niż te z serii Dobra Kaloria (Śliwka & ziarna; kakao & orzech). Myślę, że to za sprawą braku tłuszczu (zarówno ziaren jak i orzechów) lub oleju w większej ilości.
Bloczek łamie się dosyć dobrze, ale trzeba się w niego wgryźć i dosyć długo się go żuje. Na pewno nie rozpuszcza się na języku, więc jeśli ktoś oczekuje gładkiej konsystencji, to będzie zawiedziony.

Trrrruuuskawkowa rozkosz!
Głównie za sprawą aromatu truskawkowego niż samych liofilizowanych truskawek, których kwaskowatość świetnie równoważy słodycz daktyli i rodzynek. Zapach jest niebiański, ale wiem, że nie umywa się do świeżych polskich, czerwcowych truskawek :) Niektórym może to przeszkadzać - dla mnie nie stanowi to problemu i bardzo, bardzo mi odpowiada.
W smaku batonik jest słodki, ale nie tak mocno jak w przypadku Dobrej Kalorii w wersji kakao & orzech. Jest to dobra, bezcukrowa przekąska na szybkiego głoda. Ale polecałabym go mimo wszystko wzbogacić o jakieś orzechy - podejrzewam, że IG tego cuda jest wysoki ;)

Czy kupię ponownie?
Już to zrobiłam! Ten batonik definitywnie mnie oczarował, A to dlatego, że jestem typowym truskawkożercą (w końcu urodziłam się w czerwcu, a to punkt kulminacyjny truskawkowego sezonu :)).

Skład: Owoce suszone 78% (rodzynki, daktyle), mąki (jęczmienna, kukurydziana, ryżowa), płatki owsiane, koncentrat jabłkowy, truskawka liofilizowana 1,5 %, aromat, olej roślinny (bawełniany lub słonecznikowy, lub rzepakowy)
Kaloryczność: 94 kcal/batonik (30 g)
Sieć: LSS Społem (1,19 zł)
Inne warianty smakowe: z wiśnią, z jabłkiem

Wpis niesponsorowany. Produkt kupiłam samodzielnie

czwartek, 14 kwietnia 2016

Chałwa sezamowa bez cukru, Olympos - Recenzja

Jako łasuch dbający o zdrowie i unikający cukru, często poszukuję zdrowszych odpowiedników typowych słodyczy. Tym razem, na promocji w Almie, udało mi się upolować chałwę.

Smak prawdziwej chałwy?
Przyznam szczerze, że nie odbiega on w żadnym stopniu od typowej, kupnej chałwy z cukrem. Zachwycam się jej smakiem i to całkowicie na legalu :) Ta "wiórkowatość", konsystencja i słodycz są identyczne, dzięki czemu znalazłam (prawie) idealny substytut mniej zdrowych wersji. Należy uważać, by nie trzymać jej w ciepłym miejscu, gdyż dość łatwo się roztapia.


Cacko bez cukru!
Po wielu miesiącach poszukiwań, wreszcie upolowałam chałwę, która nie zawiera cukru, syropu glukozowo-fruktozowego i maltodekstryny. Słodycz pochodzi z maltitolu i sorbitolu, a także glikozydów stewiolowych, dzięki czemu mogą ją jeść diabetycy i osoby unikające cukru.

Skład idealny?
Niestety nie. Znajdziemy tutaj tłuszcz palmowy, a także wanilinę zamiast prawdziwej wanilii. Przyznam szczerze, że miód lub sam erytrol byłyby lepszym słodzikiem niż maltitol i sorbitol. Ale nie ma co narzekać - ta firma ma również chałwę w wersji bio, gdzie w składzie znajdziemy tylko tahini i miód. Pamiętam, że jej kaloryczność wynosiła 570 kcal/100 g. Zamierzam kupić i przetestować, ale nie wiem, czy mi się uda ją dorwać jeszcze w promocji :)



Skład: Tahini (masa sezamowa), polidekstroza 25%, substancje słodzące: syrop maltitolowy i sorbitolowy 25%, sukraloza, glikozydy stewiolowe, oleje roślinne (olej palmowy), ekstrakt z mydlnicy lekarskiej, aromat: wanilina.
Kaloryczność: 430 kcal/100 g
Sieć: Alma (12,99 zł w promocji; 14.99 zł cena normalna/200 g)

sobota, 26 marca 2016

Życzenia wielkanocne


Moi Drodzy,
Z okazji Świąt Wielkiej Nocy, życzę Wam i Waszym rodzinom dużo zdrowia i spokoju, pogody ducha, uśmiechu na twarzy. Żebyście odpoczęli oraz pięknie spędzili ten czas. Dbajcie o siebie oraz Waszych bliskich. Oby pogoda dopisała, a dobre humory Was nie opuściły przy świątecznym stole.
Ola