wtorek, 14 czerwca 2016

O dietach 1000 kcal, czyli dlaczego Twoje zdrowie jest ważniejsze niż wygląd



Będzie to dla mnie osobisty i dość trudny temat do poruszenia. Niewłaściwie skomponowana dieta, ale przede wszystkim - nie dostarczająca odpowiedniej ilości energii oraz składników odżywczych - wyprowadza organizm ze stanu równowagi. Skutki są długofalowe, często trudne do naprawienia - wymagają bowiem zmiany myślenia, trybu życia. To nie jest tak, że łykniesz tabletkę i wszystko będzie cacy.

Skąd pomysł, by pisać na taki temat?
Czasem pojawiają się, i nadal będą, notki o odchudzaniu i dietetyce. Wszystko dlatego, że sama przeszłam długą i ciężką drogę. Schudłam ponad 50 kg. Jakim kosztem, nie chcę pisać - ale wszystko jest do naprawienia. Przynajmniej w tym przypadku :)
Przeglądałam komentarze u Ani z bloga Naturalna Kuchnia Wegetariańska. W jednym z nich młoda dziewczyna napisała, że je 1200 kcal (w odniesieniu do Ani kaloryczności - ponad 2000). Złapałam się za głowę. Dzieci w przedszkolu jedzą 900-1100 kcal + posiłek w domu.
Czytam kolejny wpis o odchudzaniu. "Oblicz swoje CPM. Jeśli chcesz schudnąć 1 kg tygodniowo - odejmij od tego 1000 kcal!". No efekt spektakularny!
Zakładając, że przeciętna kaloryczność to ok. 1900 kcal (w zależności od płci, wzrostu, wieku, aktywności) - żeby schudnąć 1 kg tygodniowo, należałoby jeść 900 kcal dziennie.
Schudnie się, owszem. Tylko co dalej? Do końca życia 900 kcal?
Coraz więcej osób ujawnia także historię swojej walki z zaburzeniami odżywiania - anoreksją, bulimią i kompulsywnymi napadami. Są to historie trudne, często dramatyczne, ale zawierają w sobie mnóstwo siły i nauki dla innych. Bardzo cenię te osoby za drogę, którą pokonały oraz za chęć dzielenia się swoimi doświadczeniami. Przywołam choćby Adę z bloga VanillaPlan czy Kelli z FitnessBlender.com

Droga do wymarzonej sylwetki
Jedząc ok. 700 kcal dziennie, ucząc się intensywnie do matury, mając wiele stresu w życiu i na dodatek ćwicząc codziennie - chudłam w oczach. Po ok. 6 kg miesięcznie. Każdy kilogram sprawiał coraz większą radość. Codziennie stawałam na wadze. Zazwyczaj koło środy widziałam kolejny kilogram mniej.
W pewnym momencie ocknęłam się, że "chyba za mało jem" (no, brawo). Zaczęłam stopniowo zwiększać kaloryczność o 100 kcal, co dwa tygodnie. Po kilku miesiącach (ok. pół roku) doszłam do kaloryczności 1800. Trzymałam się jej długo, potem zwiększyłam do 1900. Potem 2000. Teraz nie liczę, przestałam (o tym dlaczego - później).
Zaznaczę, że wcześniej odchudzałam się normalnie - ruch, brak słodyczy, kasze i ciemne pieczywo, dużo warzyw i owoców. Waga spadała po ok. 4 kg miesięcznie, a ja czułam się fantastycznie. Dlaczego zatem wdrożyłam tak katorżniczą dietę?
Sama sobie zadaję to pytanie, co mi strzeliło do głowy. Nasłuchałam się zbyt dużo o tym, jak to "węglowodany są złe, a papryka to wcale nie takie zdrowe warzywo, bo zawiera dużo cukru". Tak, naprawdę karmiono mnie takimi pseudoteoriami, wobec których teraz wyraźnie się dystansuję (a paprykę jem kilogramami ;)).

Co można jeść, żeby zmieścić się w takim bilansie?
9 g papryki, 10 g pomidora, 30 g sałaty lodowej, dwa chrupkie pieczywa Wasa, 30 g piersi kurczaka, 20 g płatków owsianych, dwa wafle ryżowe, dwie cząstki grapefruita. Czasem zaszalałam i zjadłam pół opakowania serka wiejskiego - oczywiście lekkiego. Błagam, nigdy tak nie jedzcie!

Jak się czułam jedząc ubogokalorycznie?
Fatalnie. Nie miałam siły. Trzęsły mi się ręce. Było mi zimno. Byłam rozstrojona emocjonalnie. Nie mogłam się skupić na nauce. Ćwicząc, płakałam - z głodu. Gdy opóźniał mi się posiłek - płakałam. Gdy nie mogłam zważyć serka wiejskiego na wadze - nie jadłam albo płakałam.

Jakie skutki wywołuje dieta ubogokaloryczna?
  1. Zwiększa się prawdopodobieństwo efektu jojo. Brak racjonalnego wyjścia z takiej diety powoduje, że organizm zaczyna gromadzić wszystko, co otrzymuje, w formie tkanki tłuszczowej - na wypadek, gdybyśmy znowu zafundowali mu taki reżim. Obniża się także metabolizm. Ja tego akurat uniknęłam dzięki stopniowemu zwiększaniu kaloryczności. Ale to także niesie ze sobą pułapki - gdy jemy coraz więcej, organizm domaga się jeszcze większej ilości pożywienia, żeby uzupełnić niedobory. Dlatego wychodząc z takiego reżimu bardzo łatwo popaść w zaburzenia odżywiania - zwłaszcza kompulsywne jedzenie. Trzeba silnej woli, żeby do tego nie dopuścić.
  2. Zaburzenia hormonalne - wtórny podwzgórzowy brak miesiączki, choroby tarczycy, nadnerczy. Diety ubogokaloryczne nie dostarczają niezbędnych witamin, minerałów oraz tłuszczy. Organizm jest niedożywiony. Brak tłuszczy sprawia, że nie ma z czego syntetyzować hormonów. Zostaje zaburzona homeostaza - i organizm blokuje funkcje reprodukcyjne (aby urodzić dzieci, ciało musi być w najlepszej formie fizycznej, żeby zapewnić maleństwu prawidłowy rozwój; gdy takiej formy nie ma - na skutek głodzenia - nie dopuści do zajścia w ciążę). Stąd bardzo częstym efektem jest brak miesiączkowania, suchość okolic intymnych. Blokuje się także wydzielanie hormonów tarczycy - FT-3 i FT-4 (przy często prawidłowych parametrach hormonu TSH - stąd samo badanie TSH może nie dawać prawidłowego obrazu o kondycji tarczycy), co objawia się wypadaniem włosów, zaparciami, suchością skóry i wzmożonym uczuciem zimna. Wzrasta także poziom kortyzolu we krwi - a jest to hormon wydzielany przez korę nadnerczy. To wszystko może doprowadzić do niedoczynności tarczycy.
  3. Zaburzenia odporności i parametrów krwi - liczby białych i czerwonych krwinek, płytek krwi (krzepliwość), objętości krwinki czerwonej. Anemia. Te zaburzenia prowadzą do osłabienia odporności i wzmożonej podatności na infekcje, z których nie będzie łatwo się wykaraskać. Zaburzenia krzepliwości są niebezpieczne, ale to zależy od odchylenia od dolnej normy - zbyt mała liczba płytek krwi może objawiać się wzmożoną tendencją do krwawień np. z nosa, niemożliwością zatamowania krwawienia lub w ostrych wersjach - krwotokami wewnętrznymi. Anemia objawia się bladością skóry, ale także zmęczeniem i osłabieniem mięśni oraz ogólnym rozbiciem organizmu.
  4. Zaburzenia psychiczne. Wspomniane przeze mnie rozstrojenie emocjonalne, skłonność do płaczu, nerwowość, brak możliwości koncentracji, brak panowania nad emocjami, skłonność do kompulsywnego objadania się.
  5. Hipoglikemia reaktywna. Jest to spadek poziomu cukru we krwi po spożyciu posiłku. Niemożliwa do wykrycia przy zwykłym badaniu glukozy na czczo - wykrywa ją dopiero kilkupunktowa krzywa glukozowa i insulinowa po teście obciążenia glukozą. Często także, by wyeliminować ewentualne choroby trzustki, w szpitalach przeprowadza się trzydniową głodówkę w celu jej rozpoznania. Objawia się spadkiem energii po spożyciu posiłku - zimne poty, trzęsienie dłoni, brak koncentracji, opada się z sił, robi się słabo. Niezbędna jest w takim przypadku dieta o niskim indeksie glikemicznym i regularne spożywanie posiłków (co 3 godziny), a także unikanie cukru (sacharozy, miodu) i cukrów prostych w czystej postaci.
  6. Sucha skóra, wypadanie włosów. Są spowodowane zaburzeniami hormonalnymi tarczycy oraz brakiem nawilżenia skóry z pożywienia. Orzechy, pestki, oleje, masło, awokado, średniotłusty nabiał - to wszystko wpływa na kondycję naszej skóry. Ubogokaloryczna dieta nie zawiera w swoim składzie tych składników, w związku z tym organizm staje się... suchy.
  7. Zmęczenie. Mózg potrzebuje glukozy do prawidłowego funkcjonowania. Organizm pobiera ją z węglowodanów. W dietach ubogokalorycznych bardzo niewiele spożywa się węglowodanów i tłuszczy. Mózg nie ma paliwa - pojawiają się zaburzenia snu (związane także z wysokim poziomem kortyzolu, czyli hormonu stresu), więc organizm nie może nawet odpocząć. W połączeniu z ćwiczeniami - dochodzi się na skraj swojej wytrzymałości.

W dalszej przyszłości:
  1. Osteoporoza. Zaburzenia hormonalne mają związek z prawidłowym wchłanianiem wit. D oraz wapnia i fosforu. Tak samo jak kobiety po menopauzie mają wzmożoną tendencję do złamań, tak samo kobiety po dietach ubogokalorycznych mają do tego skłonności. Dzieje się tak na skutek niedoboru estradiolu oraz LH i FSH. Dlatego konieczna jest suplementacja wit. D oraz wapniem (np. w formie Calperosu czy VitrumCalcium) jako uzupełnienie już prawidłowej diety.
  2. Bezpłodność. Bardzo ciężko jest doprowadzić organizm do prawidłowej gospodarki hormonalnej. W zależności od tego, w jakim wieku stosowało się ubogokaloryczną dietę, takie będą skutki. Młode dziewczyny na diecie 1000 kcal doprowadzają swój organizm do skrajnych zaburzeń hormonalnych. Niedobór estradiolu sprawia, że nie rozwijają się prawidłowo narządy rodne. Efekt? Niedorozwój macicy skutkujący w przyszłości większą skłonnością do poronień. Nastolatka na razie o tym nie myśli. Jako dorosła kobieta puknie się w głowę i będzie pluła sobie w brodę, że dla przerwy między udami, wystających żeber, sześciopaku na brzuchu i jak najniższej cyferce na wadze pozbawiła się szansy na urodzenie dziecka*. Że doprowadziła swój organizm do tragicznych skrajności.
*Zdaję sobie sprawę, że nie każda kobieta chce mieć dzieci.

Czy naprawdę warto?

Zdjęcia pochodzą z Banku Zdjęć.

51 komentarzy:

  1. Nie wiem jak ludzie mogę jeść 1000 kcal. w ciągu całego dnia.
    Będąc na masie miałam kolacje składająca się z posiłku ponad 1000 kcal :)
    Teraz spokojnie redukuję na 1900 kcal. i daję radę schudnąć na tych kaloriach.
    Także naprawdę ucinając kalorie do 1000 niczego nie osiągniemy a tylko się zagłodzimy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz też się nad tym zastanawiam. Z kolei gdy wychodziłam z tej kaloryczności i byłam na etapie 1100 kcal, zastanawiałam się, jak ludzie wciskają w siebie 2000 kcal ;) A teraz wiem, że to bardzo proste i przyjemne :)
      Przed tym niskokalorycznym epizodem w ogóle nic nie liczyłam i nie ważyłam - ciężko mi stwierdzić, ile jadłam. Ale wystarczyło jeść zdrowo, ruszać się i waga leciała. Nawet jak o 17 wypiłam shake'a z dwóch bananów, kakao i mleka 3,2% - dalej chudłam.
      Naprawdę nie warto pozbawiać się przyjemności jedzenia i narażać na zdrowotne komplikacje tylko po to, żeby szybko osiągnąć efekt. Można wolniej, a stabilniej i zdrowo. Nie żałuję, że schudłam i zmieniłam swój styl życia. Żałuję, że kiedykolwiek zdecydowałam się na tak drastyczne ograniczenia i gdybym mogła cofnąć czas - na pewno bym podjęła inną decyzję.

      Usuń
  2. Jak już pisałam, czekałam na ten wpis z niecierpliwością. Nie pomyślałabym jak wiele emocji może mi towarzyszyć przy przeczytaniu jednego posta. Kochana na początku chcę Ci podziękować za nawiązanie do mojej historii. Jednak moje krótkie wpisy nie sięgają do pięt temu postowi. Widać jak wiele pracy i serca w niego włożyłaś. Bardzo trudno czyta się teksty, w których odczuwa się cierpienie autora. Teraz dopiero dostrzegam, jak bolesne doświadczenia masz za sobą. Podziwiam Cię, że tak niesamowicie potrafisz dzielić się wiedzą z innymi. Mimo, że diety ubogokaloryczne mam już za sobą, po przeczytaniu Twojego posta odczuwam pewne przerażenie. Wiele dolegliwości, które opisałaś towarzyszyły mi podczas jedzenia poniżej 1000 kcal. Nie wiedziałam jak wiele konsekwencji może za sobą nieść tak nieracjonalne odżywianie. Ten wpis jest doskonałą przestrogą, jeden z najlepszych postów o zdrowym odżywianiu jakie kiedykolwiek czytałam. Musi dotrzeć do jak największego grona osób. We wpisach dotyczących zdrowego odżywiania na pewno do niego nawiążę. Szczerze, jestem godna podziwu! Ściskam Ciebie mocno!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój blog jest jednym z nielicznych, przez które przemawia rozsądek - również wynikający z trudnych doświadczeń jeśli chodzi o jedzenie. Będę do niego odsyłać, bo sama znajduję w nim motywację i siłę :)
      Starałam się zawrzeć wszystkie informacje, które przekazali mi lekarze i które sama wyczytałam. Wolałabym o tym wszystkim dowiedzieć się tylko z książek, a nie z własnego doświadczenia, ale ponoć wiedza nabyta w ten drugi sposób jest trwalsza ;) Chciałabym bardzo, by mój przykład był przestrogą dla innych - życie mamy tylko jedno, a bardzo łatwo jest je zniszczyć. Dlatego cieszę się, że przekażesz tę moją historię dalej - oby inni na tym skorzystali :)
      Dziękuję bardzo i odwzajemniam uściski! :)

      Usuń
  3. Weszłam na Twojego bloga i bum - temat, który mam ostatnio na tapecie. Chodzi o to, że ja schudłam 60 kg. I dietą ok. 1000 kcal (czasami w rozpiskach było poniżej). jednak po diecie moje wyjście było za krótkie. Ale wszystko oczywiście było w ramach rozsądku u Pana Gacy. I po jakimś czasie wzrost o 10 kg, a nawet więcej. Mogłam jeść mniej, a waga i tak wzrasta - mój organizm niestety chyba błaga o nierobienie mu takiej głodówki. Teraz staram sie dojść jakoś do siebie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Koleżanka mojej mamy również schudła u Gacy, ok. 40 kg. Gdy nie miała pieniędzy, przestała do niego chodzić i jojo ją powaliło, aż przykro patrzeć, bo wiem, ile wysiłku włożyła w pilnowanie diety i jak jej źle, że to wróciło. To także moja obawa - że kilogramy wrócą.
      Obniżyłaś metabolizm, niestety. Jak szybko zwiększałaś kaloryczność? Ile czasu Ci to zajęło? I ile jesz teraz? Ponoć odpowiednio dobrane makroskładniki pomagają ruszyć metabolizm (zakładając, że tarczyca pracuje prawidłowo). Tylko tutaj już trzeba solidnej wiedzy i dobrego dietetyka.
      Trzymam kciuki, żeby wszystko się unormowało, gratuluję wyniku i samozaparcia oraz życzę, żeby waga nie wróciła :) Pozdrawiam serdecznie.

      Usuń
  4. Kiedy nasza waga na przełomie liceum/studia czyli w przeciągu 3-4 msc spadła do 40-43kg na 167-170cm również nie wiedziałyśmy co tak naprawdę sobie czynimy... co prawda tłumaczymy to sobie ograniczeniami zdrowotnym i walką ze szkodzącymi produktami u jednej z nas ale mimo to wstydzimy się siebie z tamtego okresu. My nigdy nie liczyłyśmy bilansu dobowego ale teraz wiemy, że w tamtym czasie była to dieta do 1000kcal i wiele zmian, o których piszesz pojawiło się i u nas. W którymś momencie same już nie wiedziałyśmy czy odstawienie tych potencjalnie szkodliwych produktów daje efekt skoro może brzuch nie boli ale samopoczucie lekko mówiąc było do d.... ;) Na szczęście szybko ogarnęłyśmy sytuacje i wzięłyśmy się w garść.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ojej, to faktycznie malutko ważyłyście przy tym wzroście (ja mam 167 cm, więc podobnie, ale moja waga w wieku dorosłym nie spadła niżej niż 54 kg; teraz jest ok. 56). Super, że udało Wam się w porę zareagować, bo jeśli faktycznie były produkty, które szkodziły (laktoza, dobrze pamiętam?), to należało je odstawić, ale odpowiednio zbilansować czymś innym (wiem, że o tym wiecie, ale być może przeczyta ten komentarz ktoś inny, kto musi stosować dietę eliminacyjną ;)).

      Usuń
    2. Laktoza, gluten i wiele sztucznych dodatków tak wiec na początku trudno nam było eliminować i zamieniać produkty. Człowiek musi się uczyć na błędach skoro nikt z otoczenia nie potrafi pomóc.... tak, mamy żal do lekarzy i pseudo dietetyka, którzy "opiekowali" się Angeliką w tamtym okresie :/

      Usuń
    3. No tak, to pole bardzo się zawęża przy takich nietolerancjach. A wielu lekarzy ma naprawdę niewielką wiedzę na wpływ żywienia na zdrowie :/ Z dietetykami, którzy powinni mieć największą wiedzę, wcale nie jest lepiej. Byłam w kwietniu u dietetyka (mama chciała sprawdzić, czy dobrze jem ;)) i ułożyła mi taką dietę, że żałuję, że wywaliłam na to pieniądze - bardzo dużo białka (w jednym dniu np. 300 g mięsa + 150 g twarogu), mało warzyw i owoców...

      Usuń
    4. Nie twierdzimy, że mamy większą wiedzę od lekarzy ale szkoda, że oni nie poszerzają swojej :/ No ale mama się trochę uspokoiła?

      Usuń
    5. Tak, uspokoiła, bo potem jak robiłam badania wit. B9, B12 i Ferrytyny, to się okazało, że mam je wzorcowe :) Więc dobrze jem, tylko tłuszczy trochę za mało - ale już zwiększyłam ich spożycie :)

      Usuń
  5. Niestety moda na diety jest ogromna i już dzieci w podstawówce się odchudzają, nie myśląc w ogóle o konsekwencjach - tak młode osoby wizja chorób i bezpłodności raczej nie interesuje i liczy się tylko sylwetka. I często za późno uświadamiają sobie, ile te diety im zabrały :/

    Ja nigdy nie stosowałam żadnych specjalnych diet odchudzających, ale widzę jak one teraz są popularne - tak wiele osób z mojego otoczenia próbuje się odchudzać, każdy przy tym wyznaje inne zasady i wierzy w inne teorie, nie koniecznie mające na uwadze zdrowie...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja również w podstawówce się odchudzałam, ale nie było to pod kontrolą dietetyka ani lekarza, z przymusu rodziców bardziej i przez bardzo krótki okres. Wyglądało to tak, że jadłam normalny obiad, na śniadanie nie pamiętam co, ale do szkoły, zamiast normalnej kanapki z warzywami czy czymś zdrowym, dostawałam suchary. Suchary były wszechobecne. I okropne. Pamiętam, że chodziłam w szkole po prostu głodna. Dobrze, że trwało to bardzo krótko. Tyle tylko, że to jeszcze były czasy bez Internetu, Chodakowskiej, Lewandowskiej, Mel B i innych takich. Teraz jest o wiele trudniej - nie dość, że zewsząd płynie presja na chudą sylwetkę, to jeszcze gdzie się człowiek nie ruszy, to reklamy/programy o byciu "fit" - treningi, bieganie maratonów, diety Dukana i ubogokaloryczne. Młode osoby nie są w stanie ocenić zdrowotnych konsekwencji podejmowanych wyborów. Często dochodzi do tego presja ze strony rówieśników, niska samoocena i samoakceptacja, i tragedia gotowa.
      Zdrowy styl życia to nie tylko długie biegi, siłownie i tabaty. To zwykłe spacery, jazda rowerem, pływanie, badminton, siatkówka, gra w klasy. Tak powinny spędzać czas dzieci i nastolatki.

      Modne są teraz i paleo, i Dukany, i wszelakie głodówki, diety koktajlowe, zupne, raw, wegańskie (pomijam tutaj względy ideologiczne, ale są osoby, które jedzą wegańsko tylko ze względu na chęć zrzucenia wagi)... Także eliminowałam tłuszcz i węglowodany z diety. Aż w końcu odkryłam sposób żywienia właściwy dla mnie - jeść wszystko, ale z umiarem. Podstawa to warzywa, owoce, do tego kasze, mięso, zdrowe tłuszcze. Ruszam się. Mam nadzieję, że wkrótce i moje zdrowie wróci do równowagi. Oby więcej dietetyków tak rozsądnych jak Ty, Aniu, którzy będą potrafili ułożyć racjonalną dietę - a nie diety mające na celu zrzucenie kilogramów jak najszybciej, dużym kosztem :)

      Usuń
    2. To prawda - kiedyś w podstawówce skakało się w gumę i jeździło na hulajnodze, rolkach czy rowerze, a teraz dzieci ćwiczą z komputerem...

      Większość osób, zanim dojdzie do tej diety idealnej dla swojego organizmu, przechodzi właśnie te wszystkie Dukany, paleo i głodówki i części osób pomaga to zrozumieć prawdziwy sens racjonalnej diety. Najgorzej, jak dana osoba doprowadzi się do jakiejś choroby, bo jeśli ktoś chudnie na jakiejś diecie, robi to dalej, nawet kosztem swojego zdrowia - dla wielu szczupła sylwetka jest najważniejsza.

      Usuń
    3. Tak jak pisałam wcześniej, często to wynika z braku samoakceptacji albo z chęci bycia akceptowanym przez innych. W pewnym momencie traci się nad tym kontrolę i nie jest łatwo z tego wyjść :(

      Usuń
  6. Wspaniały post! Podpisuję się pod każdym słowem, bo jestem żywym przykładem jak nie można się odchudzać. Szkoda, że dopiero parę lat temu dowiedziałam się co to jest zdrowa dieta, co to jest CPM, czemu wysiłke fizyczny jest tak ważny itd. Całe studia jadłam bardzo mało (chociaż tu raczej był problem braku kasy, bo studiowałam w stolicy i musiałam sama siebie utrzymać), a teraz choruję na niedoczynność tarczycy i insulinoodporność. I podejrzewam, że przyczyną tych chorób jest właśnie nieodpowiednia dieta przez bardzo długi okres czasu. Sama teraz kiedy czytam czasami na forach wypowiedzi dziewczyn typu nie mam czasu na przygotowanie zdrowych posiłków i aktywność fizyczną, lepiej wrócę do diety 1000 kcal, po prostu brak mi słów!!! Nie rozumieją, że może teraz i schudną, ale te kg potem i tak wrócą, a metabolizm wysiada, a każde 10 lat w dodatku spowalnia i jeżeli teraz taka dziewczyna w wieku 16-20 lat je 1000 i chudnie, to w wieku 30 lat będzie przy takiej ilości kalorii tyć...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację z tym metabolizmem. Potem pojawiają się posty "jem mało i nie chudnę" - przez zwolniony metabolizm. Albo złote rady typu "Jedz mało, to schudniesz". Nie mówię, że trzeba się objadać, ale w drugą stronę też nie można przesadzać.
      Najgorsze jest to, że w dzisiejszym świecie coraz ciężej jest znaleźć wiarygodne informacje. Jedni propagują paleo, inni brak glutenu, inni Dukana, a jeszcze inni głodówki... I człowiek przez to sam sobie szkodzi. Nie da się do końca życia jeść 1000 kcal.

      Usuń
  7. Dokładnie! Takie diety to po prostu głupota i aż normalnie mnie coś kuje w brzuchu jak słyszę o takich dietach u moich ''koleżanek'' w szkole :/ Cóż...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie w liceum też niektóre dziewczyny stosowały diety typu "Cały dzień na samych jabłkach" albo "Cały dzień na ogórkach" - okropne :(

      Usuń
  8. Jesteś wielka... takich wpisów powinno być jak najwiecej - powinno się pisać o tym a nie o głupich dietach i odchudzaniu... na jaką nie wejdziesz stronę zaraz wyświetla się reklama "jak schudąć 10kg" itp. coś okropnego ;/ Już u siebie na blogu pisałam, że to mnie przeraża, przeraża mnie to, że takie diety i ćwiczenia zaczynają małe dziewczynki w podstawówce kiedy nie ma co rzeźbić, kształtować z czego się odchudzać bo ciało dopiero się rozwija, zmienia, kształtuje.. to idzie w złą stronę, za dużo tego w internecie, telwizji, gazetach... i stąd właśnie biorą się zaburzenia odżywiania... po co jakieś głupie diety... wystarczy tylko odżywiać się zdrowo (czasem nawet i dietetyk potrafi ułożyć złą dietę).. oczywiście nie mówię tutaj o osobach przeraźliwie otyłych bo tutaj jest potrzebny lekarz

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się w 100%. Sama schudnąć musiałam, bo byłam otyła, ale mogłam to zrobić bez tego głupiego, niskokalorycznego epizodu. To straszne, jaka jest teraz presja ze wszystkich stron na "śliczne ciało na plaży" czy "formę na wakacje". Albo te wszystkie herbatki czy tabletki, cudownie odchudzające... Osoby dorosłe się na to nabierają, ale największe zagrożenie stanowi to dla młodych, którzy jeszcze się rozwijają - potrzebują pełnowartościowe diety, ruchu, świeżego powietrza, ale także, o czym się teraz zapomina, kontaktu z rodzicami, rówieśnikami. Nie chodzi o to, żeby rodzice tyrali, zarabiali kupę pieniędzy, a nie widywali się z pociechami - wtedy najłatwiej przeoczyć moment, w którym zaczną się zaburzenia odżywiania. Dzieciak też siedzi wtedy w domu, przed komputerem, nie rusza się - jest bardziej narażony nie tylko na otyłość i nadwagę, ale także głupie "cudowne remedia" na ten stan. Wpędza się w kompleksy, spada samoocena, co jeszcze bardziej prowadzi do dramatycznych diet i późniejszych konsekwencji.

      Usuń
    2. Niestety presja zawsze będzie bo to o kasę chodzi a zę jest to związane z pewnymi konsekwencjami to już nikogo nie obchodzi.. liczy sie tylko to by zarobić i to jak najwięcej :(

      Usuń
    3. Zgadza się i bardzo to przykre, bo człowiek w pewnym momencie, nawet jeśli posługuje się własnym rozumem, to się w tym wszystkim gubi... Raz mówią, że jedne składniki są złe, potem że dobre, żeby ćwiczyć 3 razy dziennie...

      Usuń
    4. Wszystko się zmienia a człowiek jakby sam nie miał swojego rozumu - słucha tego co nadają media.. ciekawe czy gdyby kazali wyskakiwać przez okna to też by skakali... po to człowiek ma mózg aby nim myśleć... a potem człowiek płaci za swoje błędy tylko czasem może być już za późno :(

      Usuń
  9. Kiedy patrzy się z dystansu to odpowiedź jest prosta - nie, nie warto. Kiedy jest się w środku to powiedzenie sobie stop robi się jak wejście na Mount Everest. Trudno jest się uświadomić w takich chwilach, że jesteśmy już krok za daleko. Podziwiam silną wolę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mądry Polak po szkodzie, niestety :) Ale zgadza się, że ciężko jest przerwać w trakcie, dlatego dochodzenie do równowagi wymaga ogromnej siły psychicznej i wsparcia najbliższych. Sama powoli z restrykcji wychodzę (nie tyle kalorycznych, bo normalnie jem już ponad rok) i w chwilach słabości piszę do mamy, która mi uświadamia, co jest najważniejsze :)
      Silną wolę muszę zachować, żeby stara waga nie wróciła, ale jednocześnie muszę zadbać o zdrowie. Ale jest progres, powolny, ale jest :)

      Usuń
  10. Takich wpisów powinno być więcej. Cieszę się, że świadomość zdrowego!!! trybu życia w młodych kobietach jest coraz większa, ale niestety jeszcze wiele osób wierzy w diety cud (TAKICH NIE MA!!!) Można sobie zrobić dietę kilku dniową, aby nasz organizm odpoczął, ale nie kilka miesięcy. Super tak Trzymaj ;-) Powodzenia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :)
      Całe życie tak się nie da funkcjonować, w pewnym momencie siądzie zdrowie całkowicie. Zdrowo znaczy rozsądnie, a dieta 1000 kcal z rozsądkiem ma niewiele wspólnego ;)

      Usuń
  11. Bardzo mądry i wartościowy post-rozumiem cie doskonale,bo jeszcze rok temu przechodziłam przez to samo.Teraz juz zrozumiałam swój błąd i osiągnęłam zdrowa wagę,choc miałam wszystkie skutki takie jak napisałaś-teraz mam juz zdrowe włosy,paznokcie i wyniki krwi i hormonów,ale miesiączki nadal nie mam...az wstyd sie przyznać :( Ale juz jestem umówiona do lekarza-najpierw zrobię badania hormonow i pójdę do nieg.Teraz w zyciu nie zdecysdowalabym sie na takia dietę i żałuje tego,ale to dało mi doświadczenie na przyszłość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Sprawdź estradiol, prolaktynę, LH, FSH i testosteron :)
      Grunt to wyciągać wnioski. Mam nadzieję, że trafisz na mądrego ginekologa, który Ci pomoże - z nimi też mam doświadczenia różne, ale znalazłam swoją panią doktor, która jest najlepsza pod słońcem :)

      Usuń
  12. Jeśli chodzi o wszelkie takie "diety" (czyt. głodówki) to zawsze cytuję znajomego mojej mamy który ciągle powtarza: "TO NIE WAAARTO".

    OdpowiedzUsuń
  13. Bardzo bliskie mi to co napisałaś.
    Ja jadłam 600 kcal dziennie. Schudłam do 40 kg. Byłam tak zafiksowana na punkcie jedzenia, że ważyłam nawet plasterki rzodkiewki i ogórka (no bo jak to wliczyć inaczej do tych 600 kcal?:D)
    Wypadły mi włosy, wyglądałam strasznie, nie pokazywałam się ludziom, bo było mi głupio słuchać komentarzy i tylko sobie samej w duchu gratulowałam odwagi jak mi się wtedy wydawało (a jednak głupoty).
    Na szczęście nie umarłam, bo moi bliscy obudzili się w porę.
    Żyję a nawet powiedziałabym, że teraz aż za "dobrze" wyglądam.
    Wyrzuciłam wagę i nawet nie wiem ile ważę.
    Da się z tego wyjść. Trzeba tylko chcieć i mieć kogoś kto otworzy oczy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ważenie plasterków rzodkiewki, ogórka, pomidora czy sałaty znam z autopsji. Pamiętam, jakim "szaleństwem" była możliwość zjedzenia 15 g a nie 9 g papryki. I choć dla osób, które nigdy nie zmagały się z takimi rzeczami brzmi to kuriozalnie, to dla nas była to tragedia.
      Bardzo się cieszę, że miałaś kogoś, kto uświadomił Ci, co sobie robisz. Że dali Ci wsparcie i pomogli w odpowiedniej chwili. Bardzo się także cieszę, że chciałaś pozbyć się takiego życia i gratuluję siły - bo to ogromna walka z samym sobą. Życzę Ci samych pięknych chwil, bez zbędnego przejmowania się każdą zjadaną kalorią, usłyszanym komentarzem - życie jest zbyt pięknie, żeby przejmować się takimi głupotami, a przy tym zachowa się zdrowie :)
      Pozdrawiam.

      Usuń
  14. oo szwagra żona ma na tym punkcie obsesje 100 kcal nie więcej,woda z cytryną i zielona herbata plus jakieś pigułki...z tego co pamiętam jakiś czas temu miała problem z żołądkiem ,często ją bolał a teraz wciągnęła w to teściową,,niestety

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie nowinki trzeba traktować z przymrużeniem oka - często po dłuższym czasie, w wyniku kolejnych badań, wychodzą skutki uboczne danej nowości. Umiar jest kluczowy :)

      Usuń
  15. Dziękuję bardzo za ten wpis. Sama 2,5 roku temu zmagałam się z anoreksją, spędziłam całe wakacje w szpitalu, generalnie wspominam to jako najgorszy okres w życiu.. Dobrze przeczytać coś, co stawia na nogi, zwłaszcza, że ostatnio znów mam zły czas.. a tak z ciekawości.. dlaczego nie liczysz już kalorii? Ja nie umiem z tego wyjść, choć próbowałam tak wiele razy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że uwolnisz się od złych myśli i nigdy nie powrócisz do szpitala z tego powodu.
      Przestałam liczyć, bo stwierdziłam, że moje zdrowie jest ważniejsze niż cyferki - czy to na wadze łazienkowej, czy kuchennej. Wiem, mniej-więcej, jak komponować moje posiłki (w ogromnej mierze opierają się na warzywach i owocach), słucham swojego organizmu - jeśli jestem głodna, to jem, a jak nie, to nie. Stwierdziłam, że całe życie ważyć i liczyć nie będę - tak się naprawdę nie da żyć. Trzeba umieć się kontrolować, jeść zdrowe jedzenie (czasem może wpaść coś mniej zdrowego, ale w większości powinno jedzenie być zdrowie) i ćwiczyć. Nawet jeśli waga wzrośnie, to nie wierzę w to, że jedząc zdrowe pożywienie i ruszając się będzie miało się nadwagę czy otyłość.
      Odkąd przestałam liczyć, czuję się... wolna. Nawet nie wiesz, jak człowiek jest spętany tym liczeniem kalorii. Raz zjesz więcej, raz zjesz mniej i jakoś bilans się wyrównuje.
      Nie liczę już prawie dwa miesiące (odkąd byłam w szpitalu na badaniach, w maju) i przytyłam ok. 1,5-2 kg (przy czym musiałam zmniejszyć intensywność ćwiczeń i ich częstotliwość, ze względu na zdrowie). U mnie akurat przytycie jest wskazane (chociaż mam prawidłową wagę), jeszcze z kilogram lub dwa powinnam przybrać. Mam nadzieję, że więcej wpadać mi nie będzie. Jeśli tak - wtedy wrócę do liczenia. Jak mi się to ustabilizuję, to napiszę posta na ten temat - na razie trochę za wcześnie na stawianie wniosków i tez.

      Zdarza się bardzo często, że szacuję w głowie, ile kalorii mogłam zjeść, ale nie jest to takie dokładne, jak kiedyś - że ważyłam każdy listek sałaty i plasterek ogórka. Stopniowo będę się od tych myśli uwalniać.

      Trzymam za Ciebie mocno kciuki i pozdrawiam :) Dasz radę, wierzę w Ciebie!

      Usuń
  16. Ja czasem potrafiłam zjeść 300 kcal na cały dzień... to straszne do czego sami potrafimy się doprowadzić, niszcząc zdrowie na zawsze. a media tylko to napędzają wypełniając po brzegi ramówki reklamami o odchudzaniu, dietach itp... chociaż coraz więcej się mówi o zaburzeniach odżywiania to mam wrażenie, że z roku na rok problem tylko się powiększa :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację. Nawet takie wiadomości typu "Anna Lewandowska na plaży - ale ma cellulit!" wywierają ogromny wpływ na psychikę. Na uczelni ciągle słyszę przechwałki, kto ile trenował, co robił... Trzeba problem nagłaśniać i niwelować, bo nic nie jest ważniejsze niż zdrowie - psychiczne i fizyczne.

      Usuń
  17. Cześć :) Czy mogłabym napisać do Ciebie maila na temat związany z tym postem? Potrzebuję pogadać z kimś doświadczonym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oczywiście, adres e-mail jest w zakładce "Kontakt" - healthy.cottage@wp.pl ;)

      Usuń
  18. Czytam, i czytam, i czytam. I ałć! Tak boli... boli, że Ciebie bolało, że tak się męczyłaś, boli, że tak wiele osób się z tym zmaga. Przerażają skutki choroby. Sama zresztą przekonałam się o tym bardzo dotkliwie, tracąc przyjaciółkę z ośrodka i nie mogę się z tym pogodzić.
    Ale najbardziej przeszkadzają nie konsekwencje fizyczne, a psychicznie. To zimno w środku, pustka.
    Dzielna z Ciebie dziewczyna, że się z tym uporałaś i że odważyłaś się napisać taki post. Na pewno pomoże on niejednej osobie. Mi w każdym razie wiele uświadamia. Dziękuję. Ściskam. ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak czytam o zmaganiach innych dziewczyn to też tak się czuję - jak bardzo cierpią, nie mogą sobie z tym poradzić, jak wiele bólu jest w ich życiu. Dlatego postanowiłam napisać taki post. Nigdy żadnego szczególnego zagrożenia życia nie miałam, moja waga cały czas była w normie, ale - no właśnie - po pierwsze, to tylko cyferki. Po drugie, zdrowie i tak się sypało, bo każdy organizm jest inny - i to, że jedna dziewczyna przy moim wzroście waży 52 kg i jest wszystko okej, nie oznacza, że i ze mną tak jest. Po trzecie, sypały mi się relacje międzyludzkie, o psychicznej walce z samą sobą nie wspominając.
      Bardzo mi przykro, że straciłaś przyjaciółkę. Mam nadzieję, że znajdziesz w sobie siłę do walki o swoje zdrowie - i psychiczne, i fizyczne. Życie mamy tylko jedno, więc trzeba wykorzystać je jak najlepiej. Jeśli będziesz chciała pogadać - pisz na maila :)

      Usuń
  19. Hej, mam pytanie. Czy jak tak powoli zwiększałąś stopniowo kaloryczność, to był jakis efekt 'jojo'? Czy jednak powolne tempo ma tu wplyw na zachowanie organizmu i to zupelnie co innego niz nagle zwikszenie o np. 500 z dnia na dzien?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zdecydowanie bardziej polecam stopniowe zwiększanie kaloryczności, bo:
      1) organizm ma czas, żeby przyzwyczaić się do nowej sytuacji
      2) zwiększa Ci się metabolizm (organizm nie odłoży wszystkiego od razu)
      3) unikasz ryzyka kompulsów (nagła dawka dodatkowych kalorii może wywołać wilczy głód, nad którym nie zapanujesz - a i tak, nawet przy mniejszym zwiększeniu kalorii, coś takiego może się pojawić)
      4) Twoja psychika ma czas, żeby przestawić się na inne tory
      5) więcej kalorii to często większe objętościowo posiłki, więc stopniowo powiększasz żołądek i unikasz kłopotów trawiennych.

      Ale to wszystko zależy, do jakiej kaloryczności wychodzisz. Co innego, gdy ktoś chce zwiększyć z 1500 do 2000, a trochę inaczej jest, jak ktoś zwiększa z 500 kcal do 1000 kcal - zależy też od zniszczeń w organizmie. Jeśli ktoś bardzo długi czas był na bardzo niskokalorycznych dietach i wyrządził sobie więcej szkody niż pożytku - moim zdaniem nie warto rozdrabniać się na 50-100 kcal i patrzeć na wzrost tkanki tłuszczowej. Lepiej doprowadzić organizm do ładu, a ewentualnie potem zdrowo redukować wagę. Wzrost kaloryczności to proces, który trwa dłuższy czas.

      Usuń
    2. W niedzielę pojawi się wpis o moim doświadczeniu z liczeniem kalorii - myślę, że także Cię zainteresuje :)

      Usuń
  20. Super! Będę czytać!! :) Hmm, szczerze...no tu jest problem..skrajne wyniszczenie i ryzyko..kwiatków od spodu... teraz grozi mi sonda na dniach..zaburzenia odżywiania..to tragiczna choroba...Ale taka silna :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli napiszę "Słuchaj lekarzy, nie przejmuj się wagą" to wiem, że to nic nie da :( Bardzo mi przykro, że musisz się zmagać z tą chorobą, ale ostatnie, o czym powinnaś teraz myśleć, to wygląd. Teraz walczysz o życie. Jakiekolwiek. I wszystko leży w Twoich rękach - oraz w Twojej głowie. To najtrudniejsza walka, jaka przed Tobą stoi, ale uwierz mi - warto. Dla tych wszystkich pięknych miejsc, które oferuje Ci świat. Dla pięknych chwil. Dla Twoich bliskich i dla siebie samej. Dla swojej wolności - bo anoreksja Cię męczy. Wykańcza. Jest życie bez ciągłego myślenia o jedzeniu lub niejedzeniu, kaloriach i zwracaniu uwagi na sylwetkę. Mam nadzieję, że trafiłaś na właściwą opiekę i dasz radę. Z całego serducha w Ciebie wierzę i jeśli chcesz, to pisz na bieżąco, co i jak - jeśli nie chcesz tutaj, to podsyłam maila - healthy.cottage@wp.pl . Ściskam Cię bardzo bardzo mocno <3

      Usuń