piątek, 18 listopada 2016

The Bar Counter, baton "No added sugar", Milk Chocolate & Hazelnut - Recenzja


 Australijska firma The Bar Counter ma w swojej ofercie kilka serii produktów: batony proteinowe, bezglutenowe/daktylowe, a także serię "No added sugar", która jest połączeniem daktylowo-orzechowych, dobrze znanych nam batonów, chrupkich dodatków w postaci zbożowych kuleczek oraz czekolady (oczywiście, jak nazwa wskazuje - bez cukru). Sięgnęłam po 3 warianty z tej serii, które wydały mi się najapetyczniejsze (gdyby budżet mi pozwolił, wykupiłabym wszystko! :D). Mleczna czekolada i orzechy laskowe? Pierwsze skojarzenie - Nutella! O tym, czy moja wyobraźnia płatała mi figle, czy może jednak intuicja dobrze mi wskazała - przekonacie się w dalszej części wpisu :)

Wygląd
Eleganckie opakowanie przykuwa wzrok swoją finezyjną, ale nie toporną prostotą. Na czarnym tle widnieje lekko zaznaczona "pieczątka", mówiąca o najwyższej jakości. Niżej widzimy fioletową nazwę oraz na biało - wariant smakowy. Dalej - serię produktu oraz na fioletowym tle umieszczoną informację, iż produkt nie zawiera glutenu, pszenicy, składa się tylko z naturalnych składników, o wysokiej zawartości błonnika oraz ubogich w sód i wegetariańskich. Tył wieńczy skład oraz tabele kalorii oraz informacja, że baton został wyprodukowany w Australii z tamtejszych (oraz importowanych) składników. 
Z wierzchu jest typowym daktylowo-orzechowym ulepkiem, ale nowością, niespotykaną dotychczas w raw batonach był fakt pokrycia od spodu czekoladą. Kilka strużek bezcukrowej polewy znalazło się także na wierzchu. W daktylowo-karmelowej masie widzę wyraźnie jaśniejsze plamki - to orzechy laskowe - oraz nieco ciemniejsze punkty, wskazujące na rodzynki. Polewa mleczna ma jasnobrązowy kolor - wydaje mi się, że znacznie jaśniejszy niż czekolady mleczne. Po przepołowieniu okazuje się, że orzeszki wyraźnie dominują wnętrze i są w naprawdę dużych kawałkach! Ogromny plus - fanom laskowych dobroci na pewno przypadnie do gustu. Konsystencja jest nieco twardawa i zbita, ale nie nastręcza problemów w konsumpcji.

Smak
Pachnie... przyjemnie słodko, właśnie jak mleczna czekolada. Dalej wyczuwam subtelną nutę prażonych orzeszków laskowych, która zdecydowanie nabiera na sile, gdy baton przepoławiam. Pierwsze, co czuję, to duże, chrupiące kawałki orzechów, a następnie - chrupki ryżowe oraz słodycz daktyli. Polewa jest nieco margarynowa, odrobinę proszkowa, ale przyjemnie rozpuszcza się na języku i fajnie komponuje z orzeszkami. Bliżej jej do czekolady w tanich słodyczach niż do tej prawdziwie mlecznej. Takie połączenie karmelu, chrupek i orzeszków na myśl przywodzi mi jeżyki - jedynie herbatnika tutaj brak :) Kokosa i kakao nie wyczuwam - orzeszki i polewa czekoladowa za bardzo maskują ich smak. Całość jest dość słodka, ale dzięki temu, że w masie dominują orzechy, absolutnie nie zamula. To naprawdę dobry baton i to w dość nietypowej formie. A jak się ma do Nutelli? Przede wszystkim nie zawiera cukru, margaryny i innych zbędnych dodatków. Orzechy stanowią aż 1/4 składu batonika. Jedynie kakao mogłoby być intensywniejsze w smaku, a całość byłaby jeszcze lepsza :) Bardzo bym chciała, żeby te batony pojawiły się w Europie, zwłaszcza w Polsce. 

Co myślicie o tym produkcie? Kupilibyście, gdyby był dostępny w Polsce?

Skład: orzechy laskowe (25%), mleczna czekolada bez cukru (24%) [maltitol, masło kakaowe, miazga kakaowa, izolat białka sojowego, emulgator - lecytyna sojowa, aromat], polidekstroza, maltitol, prażony kokos, daktyle, otręby ryżowe, kakao, rodzynki.
Kaloryczność: ok. 426 kcal/100 g (170 kcal/batonik 40 g)
B10.6,
T 24,1,
W31,5/100 g
Cena: 2,5-2,8$ (7,5-9 zł) - kupiłam na promocji 2 batoniki za 4$
Dostępność: Woolworths, Coles, IGA (Australia)
Ocena: 5/6
Inne warianty smakowe: salted caramel & banana, dark chocholate & cherry, blueberry & almond & white chocolate

Wpis niesponsorowany. Produkt kupiłam samodzielnie.

środa, 16 listopada 2016

Haul żywnościowy z Australii

Przychodzę dzisiaj do Was z olbrzymim haulem zakupowym. Patrząc na niego można uznać, że postradałam zmysły w tej Australii (lub jak kiedyś koleżanka z liceum mówiła - "ocipiałam"), ale wyszłam z założenia, że jak już tam jestem i nie wiem, kiedy będę następnym razem, to spróbuję tego, na co mam ochotę. Teoretycznie moja siostra zawsze mi coś może wysłać, ale przesyłki z Australii idą zazwyczaj długo, nie wiadomo, w jakiej formie by to doszło, no i nie chcę jej robić problemu. Niektóre rzeczy zrecenzuję od razu (bo ich konsumpcja miała miejsce jeszcze w Australii), a niektóre doczekają się osobnej recenzji na blogu :)

 Quest Bar - Double Chocolate Chunk - 4-5$
QB można znaleźć także w Polsce i to w znacznie niższej cenie (tutaj: 12-15 zł/sztuka), ale osobiście nigdy ich stacjonarnie nie widziałam. Ten smak kupiłam bratu (dostałam hasło: "kup mi coś zdrowego i czekoladowego, nie patrz na pieniądze"), testy przebiegły pomyślnie i krótką notkę na jego temat opublikuję wraz z recenzją mojego Quest Bara w smaku, który znajdziecie w dalszej części haulu.

 Avalanche - Sugar Free Drinking Chocolate - 4,5$
Aby ulżyć mojemu bratu w zmianie nawyków żywieniowych (a z niego jest straszny czekoladoholik), kupiłam na wypróbowanie powyższą czekoladę do picia - w składzie znajdziemy erytrol, glikozydy stewiolowe, kakao i ekstrakt wanilii. Producent podaje, że na jeden kubek wystarczą dwie łyżeczki tego proszku, które same w sobie mają ok. 8 kcal. Wypróbowaliśmy. Wrażenia? Zdecydowanie za mało kakao w stosunku do erytrolu. Dwie łyżeczki dają lekko słodki posmak, ale po zwiększeniu ilości - robi się zbyt słodko, zbyt... słono? Dominuje efekt chłodzący erytrolu. Kakao dalej w smaku brak. Powiedziałam bratu, żeby traktował to jako swoisty słodzik, a jak chce więcej kakao, to żeby sobie dosypał zwykłego Deco Morreno ;) W każdym razie, raczej niewarte swojej ceny - lepiej kupić stewię z erytrolem lub ksylitol i kakao.

 Slim Secrets, Bare Bar - The Clean Protein Bar, Berries & Cream (ok. 2$)
Jeden z pierwszych moich proteinowych batonów. Nie wiedziałam, za bardzo, czego się spodziewać... Otrzymałam gumę do żucia. Słabą, malinowo-truskawkową, lekko słodką gumę do żucia, nieco mączną i chemiczną. Zdecydowanie nie moje smaki i ponownie się na niego nie skusiłam.

 Impressed, Date Night (Mleko migdałowe słodzone daktylami, z cynamonem, wanilią i solą morską) - 3,5$
Cena spora jak za taką buteleczkę (10,5 zł), ale byłam ciekawa i siostra mnie zasponsorowała (za co jej bardzo dziękuję :*). Zawartość buteleczki trzeba było porządnie wymieszać, bo na dnie zbierał się osad migdałowy wraz z cynamonem. Mleko nie było klarowne - czuć było drobniutki "piasek" - pozostałości po zblendowaniu migdałów. Daktyle nadały nieco słodyczy, a całość pięknie podkreślał cynamon. W każdym razie, trochę z ceną zaszaleli i chyba wolałabym sama sobie wykombinować blenderem taki napój. Z tej serii można znaleźć sok marchewkowo-pomarańczowo-imbirowy oraz jakiś zielony - niestety nie pamiętam, co zawierał. Wersja pomarańczowa bardzo przypadła do gustu chłopakowi mojej siostry :)

 The Bar Counter, seria High Protein, Dark Chocolate & Almond, 2,8$
Mój drugi baton proteinowy z tej serii, który spróbowałam - pierwszy to był Strawberry Praline, jeśli się nie mylę, i na zdjęcie się nie załapał (w skrócie: był bardzo twardy, proszkowy, nieco "pusty" - taki bardzo lekki w gramaturze/strukturze, ale jednocześnie suchy, lekko chemiczny jeśli chodzi o smak malin i lekko słodki - szału nie było). Ten był zdecydowanie lepszy - wnętrze było takie idealne do żucia, ale nie miało konsystencji gumy. Pod zębami fajnie chrzęściły migdały, a całość świetnie dosłodzona.

 Inner Goodness, niesłodzone mleko migdałowe, 1 l - 2,19$ (woda, migdały - 2,5%, skrobia z tapioki, naturalny aromat waniliowy, emulgator, sól, gumy roślinne)
To mleko, w przeliczeniu na naszą walutę, kosztowało ok. 6,6 zł - cena bardzo przystępna. Kupiłam je w Aldi (odpowiednik naszego Lidla) - w Coles czy Woolworths (odpowiedniki Stokrotki czy Carrefoure Market) ceny były mniej-więcej o dolara wyższe. Miało fajny, kremowy smak, lekko migdałowo-waniliowy - idealny do owsianki czy po prostu osłodzony stewią - jako napój chłodzący. Fajny zakup i będę za nim tęsknić.

 Soleil, bezcukrowy i beztłuszczowy jogurt o smaku mango i brzoskwini (2x150 g)
Jogurty bez cukru, słodzone aspartamem i acesulfamem K, znajdziemy także w Polsce (Jogobella 0% czy Jogobella light; także Tesco ma swoją serię jogurtów do picia 0%). Rzadko po nie sięgam ze względu na wspomniane słodziki... Ale przyznam, że czasem się skuszę. Jogurt miał nieco wodnistą konsystencję (właśnie jak Jogobella 0%), gdzieniegdzie napotykało się na kosteczki brzoskwini, co przypominało mi typowo cukrowe jogurty. Mango w smaku nie wyczułam. Ale było całkiem okej. Zakupu nie ponowiłam :)

 Sakata, pełnoziarniste ryżowe krakersy, kwaśna śmietanka i szczypiorek - 1,2$
Skład jest całkiem okej (ryż ok. 80-85%, olej, sól i przyprawy, cukier - skład piszę z głowy ;)). Krakersy nie przypominają takich mini wafelków ryżowych typu Pop Cool Snack czy Błonnikowych - po prostu są to krakersy wypiekane z mąki ryżowej. Smak przypomina chipsy fromage (które uwielbiałam <3). Fajna przekąska, choć do niskokalorycznych nie należy.

ProteinFX, Lo Carb, Crunchy protein bar, miód, migdały i mleczna czekolada (ok. 2,5$)
ProteinFX, Lo Carb, Crunchy protein bar, Rocky Road i mleczna czekolada (ok. 2,5$)
Systemax, High Protein snack, choc fudge (ok. 2$)
Ich smak jeszcze przede mną :)

Tetley, herbata Rooibos z cynamonem, skórką pomarańczy, kardamonem i lukrecją - 2,5$
Ponieważ wypiłam siostrze całą paczkę podczas mojego pobytu u niej, nie mogłam nie zakupić opakowania do domu :) Lekko słodki (choć bez cukru) i korzenny Rooibos, z nutą pomarańczy idealnie sprawdzi się na jesienne i zimowe wieczory. Dobry także z mlekiem - a'la bawarka :)

 The Bar Counter, seria Gluten free, baton Salted Caramel, Quinoa & Chia (2,5-2,8$; batony z tej serii kupowałam w promocji 2 za 4$)
The Bar Counter, seria No Added Sugar, baton Milk Chocolate & Hazelnut
The Bar Counter, seria No Added Sugar, baton Dark Chocolate & Cherry
The Bar Counter, seria High Protein, baton Chocolate Brownie Crunch
The Bar Counter, seria High Protein Indulge, baton Creamy Peanut Butter with Decadent Chocolate & Enriched with Maca - 3$
Naturally Nood, baton Smoosh'd Bar, Cocoa Lamington (2,5$)
Naturally Nood, baton Smoosh'd Bar, Cocoa& Orange Tango
Naturally Nood, baton Smoosh'd Bar, Cheeky Cocoa
Well Naturally, No sugar Added, gorzka czekolada (70%) z migdałami
Well Naturally, No sugar Added, mleczna czekolada z bakaliami
Emma & Toms, Life Bar Cacao & Coconut, 3$
Emma & Toms, Chia Bar, Cacao, 3$
ProteinFX, Lo Carb Protein Bar, Choc Honey Comb (2,05$)
Quest Bar, Chocolate Brownie (4-5$)
Slim Secrets, Afternoon Snack-Attack!, baton proteinowy Choc Caramel Decadence
BodyTrim, Low Carb, Choc Apricot Crunch
5 rzeczy z powyższej listy już próbowałam i pojawi się oddzielna recenzja :)
 The Bar Counter, seria No Added Sugar, baton White Chocolate, Blueberry & Almond

Healthiers, No Added Sugar, mleczna czekolada z orzechami laskowymi
Healthiers, No Added Sugar, mleczna czekolada z kremowym środkiem
Healthiers, No Added Sugar, gorzka czekolada z solonym karmelem
Macro, Snack Bit - "kulka mocy" z nerkowcami, żurawiną i amarantusem oraz druga - z migdałami i morelami
Well Naturally, No sugar Added, gorzka czekolada (70%) z wiśnią
Well Naturally, No sugar Added, gorzka czekolada (70%) z pomarańczą

To już wszystkie moje jedzeniowe zakupy, które poczyniłam. Wiadomo - nie kupowałam tylko jedzenia :) Ale kosmetyki i pamiątki nie bardzo wpisują się w tematykę bloga. Muszę też przyznać, że ciuchy i kosmetyki są tam dosyć drogie... Generalnie ceny są spore, nawet w stosunku do zarobków. Lecz asortyment zdrowej żywności na pewno jest atrakcyjny i niespotykany w Europie - stąd takie zaopatrzenie :D Trzeba, jednak, czytać dokładnie składy, bo dużo rzeczy uchodzi za zdrowe i ma piękne etykiety oraz nazwy (często zawierające w sobie "Nuts", "Oats", "Fat free", "Low carb", "High Protein", "Organic"), a tak naprawdę nafaszerowane są cukrem. Ewentualnie margaryną.

Co Was najbardziej ciekawi z tego haulu? Na co byście się zdecydowali, gdybyście byli w Australii? Co byście chcieli dostać w Polsce?

poniedziałek, 14 listopada 2016

Sałatka z pieczoną dynią, fetą i burakiem - czyli jesienne wzmocnienie!


Pierwszą kulinarną inspiracją z podróży do Australii (relację z pierwszego dnia możecie przeczytać tutaj) była sałatka z pieczoną dynią, burakiem i fetą, którą przyrządziła moja siostra :) Początkowo połączenie wydawało mi się dziwne, chociaż widywałam już podobne przepisy w czeluściach internetu. Niemniej jednak okazała się przepyszna i sama większość spałaszowałam :) Niemniej jednak, po powrocie do Polski następnego dnia przyrządziłam taką samą sałatkę - od siebie dodałam jedynie czerwoną paprykę (którą uwielbiam!). Gdy przyjechałam na ten weekend do domu - sałatkę przyrządziłam dla rodziny i choć początkowo rodzice sceptycznie podchodzili do tego połączenia, to skończyło się zachwytami oraz prośbami o przepis. Postanowiłam, że nie będę się z nim kryć - i dzielę się nim z Wami. Dynia jest typowo jesiennym warzywem, bogatym w betakaroten. Burak, natomiast, ma działanie wzmacniające oraz stymuluje organizm do produkcji krwi. Gdy sezon na dynie minie (nie czuję, kiedy rymuję ;)), myślę, że równie dobrze sprawdzi się pieczona marchew. Takie słodko-słone połączenie bardzo przypadło mi do gustu. Mam nadzieję, że wypróbujecie - i podzielicie się ze mną wrażeniami :)

Składniki (porcja rodzinna - 1 duuuża micha):
  • kawałek dyni (moja przed obraniem ważyła 0,5 kg)
  • duży burak (ok. 300-350 g)
  • kostka twardej fety (moja miała 150 g)
  • nieduża główka sałaty lodowej
  • 1 czerwona papryka
  • 150 g pomidorków koktajlowych
  • 3/4 średniej długości ogórka świeżego (można pominąć, gdy już są niesmaczne)
  • do upieczenia dyni: 2 łyżki oleju rzepakowego, łyżeczka ziół prowansalskich, 1,5 łyżeczki przyprawy kebab-gyros
  • dressing: sól, pieprz, płaska łyżeczka miodu, 2 łyżki octu balsamicznego, kokosowego (ja dałam od Cocofina) lub z białego wina, 2 łyżki oleju lnianego, zioła prowansalskie
  • opcjonalnie: orzechy włoskie lub pestki dyni do posypania
Dynię obieramy i kroimy na 2-centymetrową kostkę. Posypujemy ziołami i polewamy olejem, wysypujemy na blaszkę i pieczemy 40-50 minut w 200 stopniach. Buraka szorujemy, zawijamy w folię aluminiową i także pieczemy - aż będzie miękki.
Do dużej miski rwiemy na kawałki sałatę lodową. Pomidorki koktajlowe kroimy na połówki (lub ćwiartki, jeśli są większe), ogórka, paprykę i fetę w kostkę. W szklaneczce/miseczce łączymy składniki dressingu.
Upieczonego buraka kroimy w kostkę i dorzucamy do sałatki razem z dynią i resztą warzyw. Polewamy dressingiem. Opcjonalnie można posypać orzechami włoskimi lub pestkami dyni.
Smacznego!