piątek, 8 lipca 2016

Superfoods studenta, czyli naturalne produkty, których używam ze względu na ich prozdrowotne działanie

Nie podążam za nowościami i nie szaleję ze stosowaniem suplementów oraz superfoods. Wierzę, że dobrze zbilansowana dieta (o mojej już wkrótce), różnorodna, oparta na naturalnych składnikach, jest w stanie dostarczyć wszystkich niezbędnych składników organizmowi. Jest kilka perełek, które stosuję ze względu na właściwości odżywcze i prozdrowotne, a także wzmacniające. Ogromna część to produkty wspierające odporność, trawienie (błonnik), a także przeciwstresowe i wspomagające procesy myślowe. Ponieważ mój budżet jest ograniczony (najdroższa z poniższych rzeczy to olej z czarnuszki egipskiej, ale kupiłam go ze względu na mój stan zdrowia), nie znajdziecie u mnie nasion chia, spiruliny, chlorelli, młodego jęczmienia i innych takich rewelacji. Muszę też zaznaczyć, że jeżeli na co dzień jemy źle, a stosujemy superfoods, oczekując od nich uzdrowienia - to nie tędy droga. Szkoda pieniędzy. Podstawą jest dieta, wspomagana ewentualnymi suplementami/superfoods w zależności od niedoborów i kondycji naszego organizmu.
Nie smęcąc dłużej - zapraszam na przegląd! :)
  • Siemię lniane mielone (odtłuszczone) - stosuję ze względu na błonnik, który daje uczucie sytości oraz rewelacyjnie reguluje pracę jelit. Jest to także dobry dodatek tłuszczowy (chociaż to odtłuszczone ma go znacznie mniej). Mieszam z jogurtem naturalnym lub owsianką, bardzo często zagęszczam nim sosy.
  • Olej z czarnuszki egipskiej - brak mi niestety systematyczności w jego stosowaniu. Spożywam na czczo łyżeczkę (5 ml - plastikowa) i od razu połykam. Stosuję w celu wzmocnienia odporności, produkcji białych krwinek oraz przywrócenia równowagi w moim organizmie (odsyłam do posta o skutkach diety ubogokalorycznej).
  • Olej lniany (tłoczony na zimno) - akurat mi się skończył :) Używam do sałatek i potraw, których nie poddaję obróbce termicznej. Duża dawka omega-3 oraz lignanów, regulujących działanie układu hormonalnego.
  • Orzechy włoskie - są w mojej kuchni również ze względu na kwasy omega-3 oraz nienasycone kwasy tłuszczowe. Często lądują w mojej owsiance, zwłaszcza w okresie wzmożonego wysiłku umysłowego (sesja, nauka), a zdrowe tłuszcze wspomagają działanie układu nerwowego oraz obniżają IG potraw.


  • Suszone śliwki/morele  - źródło błonnika oraz słodkości ;) Gdy mam problemy z żołądkiem lub jelitami, spożywam je w większej ilości i świetnie wspomagają mój układ trawienny. Spożywam same lub z owsianką.
  • Cytryna - codziennie piję wodę z sokiem z cytryny, przed śniadaniem i olejem z czarnuszki. Źródło wit. C, przyspiesza perystaltykę jelit, oczyszcza je, pobudza do pracy i przygotowuje do śniadania. Mój brzuch czuje się lżej, pozbawia się resztek i jest gotowy do strawienia nowego posiłku.
  • Jogurt naturalny (opcjonalnie kefir) - jem codziennie z owocami, płatkami zbożowymi, otrębami, orzechami lub pestkami. Stosuję ze względu na zawartość wapnia i probiotycznych bakterii, wspierających układ trawienny. Zabielam nim sosy i zupy, czasem dodaję do sałatek lub surówek.
  • Miód - gości u mnie głównie zimą (piję wodę z łyżeczką miodu, odstane przez noc wraz z imbirem; rano dodaję sok z cytryny), dla wzmocnienia odporności. Latem dosładzam nim koktajle, które składają się z mało słodkich owoców i zieleniny. Ma działanie przeciwwirusowe, przeciwbakteryjne, wspomagające perystaltykę jelit i układ immunologiczny.
  • Natka pietruszki - skarbnica minerałów i witamin (zwłaszcza C i A). Odtruwa i oczyszcza organizm, wzmacnia odporność. Rewelacyjnie wspomaga walkę z przeziębieniem.
  • Imbir (korzeń)  - napar z imbiru piję zimą jako napój rozgrzewający i wzmacniający. Wiem, że niektórzy piją z jego dodatkiem lemoniadę latem - dla mnie jest za bardzo rozgrzewającą rośliną, więc w upał mój organizm musiałaby się zmuszać do jego wypicia. Bardzo dobrze wspomaga układ odpornościowy, działa przeciwwirusowo i przeciwbakteryjnie oraz wspomaga metabolizm. Dodaję go także do koktajli z warzyw korzeniowych, które stosuję dla wzmocnienia odporności, gdy łapie mnie przeziębienie.
  • Awokado - jest pyszne ;) Zawiera kwasy Omega-3, Omega-6 i Omega-9, dzięki czemu nawilża skórę od środka, poprawia jej elastyczność.
  • Czosnek - stosuję cały rok i przez to często go ode mnie czuć :P Do sałatek, mięs, obiadu... W większej ilości idzie u mnie, gdy łapie mnie przeziębienie. Znowuż, ma działanie antybakteryjne i antywirusowe.


  • Kakao/ziarno kakaowca - szczególnie dużo spożywam w okresie sesji, stresu, wysiłku umysłowego (mój organizm sam się go domaga - czy to w formie gorzkiej czekolady, czy jako napój do picia/dodatku do owsianki), a to ze względu na zawartość magnezu i tłuszczu. Magnez wpływa zbawiennie na układ nerwowy (należy jednak pamiętać, że przyswaja się w towarzystwie wit. B6 - ja ją suplementuję osobno, ze względu na zalecenie lekarzy).
  • Majeranek - dodaję go do mięs, sosów i sałatek. Bardzo dobrze wpływa na przemianę materii, przyspieszając ją i regulując
  • Kurkuma - dodaję do potraw indyjskich i sałatek, a gdy rozbiera mnie przeziębienie - dodaję do naparu z imbiru. Ponownie, ma działanie rozgrzewające i wzmacniające odporność.


  • Pestki dyni - źródło cynku (a poza tym, bardzo mi smakują ;)). Cynk świetnie wzmacnia odporność i pomaga regenerować się skórze oraz walczyć ze zmianami trądzikowymi. Zauważyłam, że gdy walczyłam z pokrzywką słoneczną, miałam na niego wzmożoną ochotę - organizm sam się domagał, czego mu brakuje. Jako iż mam wypryski i wypadają mi włosy - cynk jest u mnie niezbędny. Dodatkowo pestki dyni zwalczają pasożyty i działają prewencyjnie - mam kota i psa, i choć przestrzegam zasad higieny, to nigdy nic nie wiadomo ;) Robiąc ostatnio badania, testy na pasożyty wyszły negatywnie, więc coś w tym jest ;) Dodaję do sałatek lub gdy wypiekam chleb.
  • Pestki słonecznika - tanie (w porównaniu z orzechami) źródło tłuszczu i... wit. E, której brakuje w mojej diecie. Samego w sobie nie lubię chrupać, ale dodaję do owsianki, sałatek i robię z nim pesto.
  • Otręby - dosypuję je do owsianek, jogurtów i koktajli, żeby uregulować IG potraw i jako źródło błonnika.
  • Jarmuż - pojawia się w mojej lodówce, gdy rozbiera mnie przeziębienie. Miksuję z nim koktajle i robię sałatki. Również posiada wiele witamin - A, K, z grupy B oraz C, a także minerały - wapń, żelazo i potas. Świetnie uzupełnia niedobory.
  • Burak, seler, pietruszka, marchew - warzywa korzeniowe - w okresie zimowym, gdy łapie mnie przeziębienie, miksuję z nimi (surowymi!), imbirem, sokiem z cytryny, jarmużem, miodem i natką koktajle. Ostatnio byłam chora ponad rok temu - wyleczyłam wtedy infekcję wirusową właśnie w ten sposób (dodatkowo biorąc wit. C). Wirus był tragiczny - bóle mięśni, stawów, robiło mi się słabo, miałam gorączkę. Zwalczyłam w kilka dni, choć osłabienie trwało dłużej. Moja mama też złapała wtedy wirusa - niestety, wzięła antybiotyk (nie powinno się go brać na wirusy!), potem zmieniła na inne leki od lekarza i walczyła z nim 2 tygodnie. Osłabienie trwało jeszcze miesiąc. Nie piła tych koktajli.
  • Do picia: mięta, melisa, koper włoski, bukiet ziół, czystek - mięta i melisa działają uspokajająco. Mięta, koper włoski i bukiet ziół (ten kupuję w Lidlu) wspomagają także układ trawienny (ale trzeba uważać, bo wzmagają produkcję gazów ;)), wydzielanie żółci i walczą z uczuciem ciężkości po przejedzeniu. Czystka piję na wzmocnienie odporności i zrzucenie wody, gdy czuję, że gromadzi mi się w organizmie.
I to wszystko, co znajdziecie w mojej kuchni. Okazjonalnie pojawiają się np. zarodki pszenne lub łuska gryczana, ale na tyle rzadko, że nie umieściłam ich w tym wpisie. A Wy? Jakie superfoods stosujecie? :)

środa, 6 lipca 2016

Vegan Granola bar, czyli zbożowo-bakaliowy podjadajec lub dodatek do mleka/jogurtu!

Miały wyjść ciastka, a wyszedł... ciasto-placek. Ale, ale! Wybitnie dobry i apetyczny! W dodatku wegański i bezcukrowy, a jedynym dodanym tłuszczem jest masło orzechowe, które nadaje świetnego aromatu. Siemię lniane sprawia, że całość ładnie się skleiła i jest mięciutka w konsystencji. Bogactwo błonnika, wit. A i E, węglowodanów złożonych, białka roślinnego, tłuszczy (omega 3!), wit. z grupy B, potasu, fosforu, cynku i miedzi. Naturalna słodycz sprawia, że taki wypiek jest o wiele bardziej zdrowy niż dostępne "fit" ciasteczka owsiane, które "dają energię na cały poranek" (mhm, zwłaszcza, że przy takiej ilości cukru i syropu glukozowo-fruktozowego szybki będzie wzrost, jak i spadek glukozy; chyba że ktoś wstaje o 11 - wtedy jego poranek jest wybitnie krótki i faktycznie starczy mu energii ;)).

Składniki:

  • Szklanka płatków owsianych
  • Szklanka płatków jęczmiennych
  • 2 łyżki wiórków kokosowych
  • 2 łyżki otrąb gryczanych
  • 2 łyżki zarodków pszennych
  • 1 łyżka siemienia lnianego mielonego
  • 1 łyżka masła orzechowego
  • garść bakalii: rodzynki i morele suszone (mogą być dowolne)
  • starta skórka pomarańczowa
  • 2 łyżki ksylitolu
  • pół szklanki gorącej wody do zalania siemienia lnianego
W szklance mieszamy ksylitol i siemię lniane. Zalewamy gorącą wodą i intensywnie mieszamy. Dodajemy masło orzechowe i ponownie mieszamy. Do miski wsypujemy suche składniki oraz skórkę pomarańczową i łączymy z "mokrymi". Jeżeli masa jest za sucha, dolewamy jeszcze trochę wody. Przekładamy do formy silikonowej i pieczemy ok. 30 minut w 180-200 stopniach (w zależności od grubości naszego placka; można też uformować mniejsze, cieńsze ciasteczka). Podajemy z jogurtem naturalnym, mlekiem lub wsuwamy "na sucho" :)

Smacznego!

poniedziałek, 4 lipca 2016

Legal Cakes - Baton owocowo-czekoladowy, a także ciastka: Piegusek i Bajaderka

 Mówią, że do trzech razy sztuka! I w tym przypadku się to sprawdziło :) Robiłam trzy podejścia do Legal Cakes. Za pierwszym razem nie trafiłam, bo poszłam w przeciwnym kierunku... Za drugim - przedłużył się remont. I choć za trzecim razem dorwała mnie olbrzymia ulewa, to w końcu dotarłam na ul. Chłodną w Warszawie.


Po tylu pozytywnych recenzjach, nie mogłam nie spróbować ich sławetnych batonów. Nie było, niestety, Brownie, Szyszki i Koko (ten ostatni został wykupiony w całości przez jedną panią - ponoć zaopatrzyła się w 15 sztuk; młoda dziewczyna z obsługi stwierdziła, że prawdopodobnie była głodna ;)). Wahałam się między Sneaky'm, Szarlotkowym i Owocowo-Czekoladowym (budżet studenta jest nieco ograniczony :P), aż w końcu padło na ten ostatni.


Nigdy przedtem nie jadłam pieczonej owsianki, ale właśnie takową przypomniał mi ten baton. Solidny, niezbyt zbity - łatwo rozlatuje się w miejscach, gdzie są owoce. Warto wspomnieć, że wykorzystują tylko te sezonowe - i w moim przypadku były to truskawki.
Choć po podróży pociągiem nie prezentował się zanadto apetycznie, jednak w smaku... Cudo! Słodycz i aromat banana, lekko podkręcone wanilią. Cudownie miękkie płatki owsiane i jęczmienne, widocznie przebijające się w masie. Do tego kawałki czekolady (w moim batonie było ich sporo!) oraz ukochane truskawki - połączenie tak przypadło mi do gustu, że chyba znowu się po niego wybiorę do Warszawy ;) Należy także zaznaczyć, że jest baaaardzo sycący - idealny na drugie śniadanie. Próbowałam także odtworzyć ten smak w domu, ale nie wyszła mi tak zwarta konsystencja (prawdopodobnie za sprawą tego, że nie użyłam odżywki białkowej). Jednak gdy kolejnym razem użyłam jajka, efekt był bardzo podobny. Super! Koniecznie musicie spróbować!
 Skusiłam się także na ciastka - Pieguska i Bajaderkę. Tej drugiej nie uwieczniłam na zdjęciu samodzielnie (widać ją jednak w tle, jeśli przyjrzycie się na dwa zdjęcia samego batona). Była bardzo miękka i kleista, dlatego po podróży jej forma nie nadawała się zbytnio do publikacji :P Idealnie ciasteczkowa, miękka, z aromatem rumowym i bakaliami, kakao i dobrej jakości czekoladą... Dokładnie taka, jaką pamiętam sprzed okresu, gdy schudłam. A to wszystko bez cukru i dziwnych tłuszczy. 
Natomiast piegusek był mooocno orzechowy - nie widziałam go na stronie z menu, więc prawdopodobnie został zrobiony "doraźnie". Na pewno dominuje smak masła orzechowego. Do tego ponownie kawałki gorzkiej czekolady, świetnej jakości oraz rodzynki. Niezwykle kruchy i delikatny - cudowny. W masie wyraźnie przebijają kawałki orzeszków ziemnych. Ciacho jest duże, na zdjęciu jest jego połowa (ładnie "przycięta" ząbkami do okrągłego kształtu - nie mogłam się powstrzymać, żeby spróbować przed sfotografowaniem ;)).

Podsumowując: Legal Cakes bardzo pozytywnie mnie zaskoczyło. Zdrowy skład, przystępne ceny i wyśmienity smak - aż chce się więcej i więcej :)

Ceny:
  • Baton: ok. 7,50 zł
  • Piegusek: 5 zł
  • Bajaderka: 3 zł (w najnowszym menu widziałam, że cena zmieniła się na 3,50 zł)
Dostępność: Lokale Legal Cakes w Warszawie (ul. Chłodna 2/18 oraz ul. Nałęczowska 31a) oraz dystrybutorzy na siłowniach również w innych miastach (pełna lista znajduje się na fanpage'u na facebooku)

Kaloryczność:
  • Baton: 276 kcal
  • Bajaderka: 55 kcal
Ocena:
  • Baton: 6/6
  • Piegusek: 5/6 (za bardzo orzechowy)
  • Bajaderka: 6/6
Wpis niesponsorowany.