niedziela, 18 grudnia 2016

"Smakując Australię" - relacja z podróży (cz. VI - ostatnia)


Dzień jedenasty
Pojechałam z bratem do centrum Sydney. Nie mieliśmy bardzo skonkretyzowanych planów, ale zdecydowaliśmy się na odwiedzenie muzeum figur Madame Tusseaud. Jest to "sieć" znana na całym świecie, a oprócz Londynu i Paryża, swój oddział ma także w Sydney. Na początku znowu robiliśmy z siebie idiotów we flashu obiektywu (tym razem zdecydowaliśmy się kupić zdjęcia) i zaczęliśmy zwiedzanie. Na początku były figury związane z historią Australii - ostatnia aborygeńska kobieta, która była przewodniczką białych wśród plemion, kapitan James Cook (odkrywca), kapitan Arthur Phillip (uznawany za założyciela brytyjskiej kolonii w Australii), australijski sławetny złoczyńca (jak Janosik czy Robin Hood, tylko bez szlachetnych intencji) oraz inne postaci. Potem wkroczyliśmy do świata polityki międzynarodowej, gdzie "spotkałam" brytyjską rodzinę królewską, premier Australii, Barracka Obamę, Nelsona Mandelę czy Gandhiego. Kolejna sala prezentowała gwiazdy sportu, z którymi nie omieszkałam się zmierzyć :) Potem przyszedł czas na scenę muzyczną - Katy Perry, Pink, Rihanna, Lady Gaga czy Michael Jackson jak żywi! Robili wrażenie, chociaż wydaje mi się, że odrobinę ich upiększają (no co jak co, ale Rihanna ma nieco grubsze nogi :p). Zaasystowałam więc Michaelowi Jacksonowi i poszliśmy dalej. Czekały nas gwiazdy filmowe (Brangelina, Nicole Kidman, Heath Ledger czy Johnny Depp), a następnie nauki (m.in. Einstein). Co ciekawe - w każdej sali znajdowały się rekwizyty do robienia ciekawych zdjęć z gwiazdami, opis każdej postaci, ale także quizy czy zabawy. Na samym końcu jest sala poświęcona stricte muzeum, gdzie dowiemy się, jak wykonuje się figury.

Chciałabym mieć tak bujną czuprynę :P


Właściwa osoba na właściwym miejscu :D

Po Madame Tusseauds nie mieliśmy zbytnio pomysłu, co ze sobą zrobić, więc poszliśmy w górę Market Street do Hyde Parku. Niesamowita jest główna aleja, która zadaszona jest przez połączone konary drzew! Jak w baśniowym tunelu :)
Hyde Park
Potem skierowaliśmy się w prawo w kierunku Anzac Monument, a następnie poszliśmy McQuarie Street: widzieliśmy Parlament New South Wales, The Mint (najstarszy budynek w NSW) oraz Bibliotekę NSW.
Anzac Monument z zewnątrz

Wewnątrz Anzac Monument
Doszliśmy do Royal Botanic Garden, po których pospacerowaliśmy. Wróciliśmy na Market Street i zjedliśmy lunch w Westfield. Znowu wybrałam THR1VE - tym razem spałaszowałam ryż brązowy i dziki z kurczakiem, pesto, awokado i sosem musztardowym oraz Kaleslaw (colesław z jarmużu). Danie nazywało się Bikini Bowl i zapłaciłam za nie 12,5$ (ok. 39 zł), co jest przystępną ceną jak na tamtejsze zarobki i fakt, że jemy pełnowartościowy posiłek w samym sercu miasta :)
Sydney Observatory
Postanowiliśmy pójść do Sydney Observatory. To obserwatorium astronomiczne, powstałe pod koniec XIX w. w najwyższym naturalnie położonym punkcie miasta. Można zwiedzić za darmo wystawę czasową, gdzie zobaczymy różne ruchome modele Układu Słonecznego, a także dawne teleskopy i sposoby pomiaru różnych kosmicznych odległości. Zdecydowaliśmy się zakupić oprowadzanie z przewodnikiem. Wspięliśmy się na wieżę wiekowego budynku, a pani ręcznie odkręciła metalową kopułę, która była nad nami. Po jej odpowiednim ustawieniu (kopuła nie tylko się otwiera, ale także obraca wokół nas), mogliśmy spojrzeć przez teleskop na Słońce. Widzieliśmy małe punkty i wypustki - były to wybuchy na powierzchni Słońca, niewidoczne gołym okiem. Później zeszliśmy do planetarium. Nad nami wyświetlało się niebo w różnych porach nocy. Widzieliśmy kolejne konstelacje gwiazd (m.in zodiaki), a także południowy odpowiednik gwiazdy polarnej. Jest to Southern Cross (Południowy Krzyż). Jeśli odmierzymy 4,5 raza odległość równą rozpiętości ramion krzyża, to wyznaczymy dokładnie południe (tak jak Gwiazda Polarna wskazuje północ na półkuli północnej). Niesamowita była ta "wędrówka" po nocnym niebie :)
Tak zakończyliśmy kolejny dzień naszego zwiedzania.

Dzień dwunasty
Wybraliśmy się na Manly Beach - jedną z dwóch sławnych plaż w Sydney. Aby się tam dostać, musieliśmy popłynąć promem z centrum Sydney - Circular Quay (przy Operze), co trwało pół godziny. Po dotarciu przeszliśmy się główną ulicą tej dzielnicy, która przypominała deptak w Sopocie :p Występowało tam trochę ulicznych artystów. Postawiliśmy na spacer promenadą wzdłuż wybrzeża, podziwiając fale uderzające o brzeg plaży. Następnie udaliśmy się do Manly Sealife (oceanarium w Manly). Trafiliśmy na karmienie małych pingwinów (które potrafią być baaaaardzo głośne!) oraz pogadankę o nich. Nie miałam świadomości, że plastik jest tak szkodliwy - torebkę foliową zwierzęta traktują jak rybę. Połykają ją, a końcówkę można wydedukować :( Najgorsze, że plastik NIE ZNIKA, a liczba plastikowych wysp na oceanach tylko się powiększa. Dlatego otrzymaliśmy 5 rad od pracownika:
RETHINK 
(przemyśl, czy faktycznie potrzebujesz opakowanych wielokrotnie produktów)
REFUSE
(zrezygnuj z kupna produktów opakowanych w plastik)
REDUCE
(ogranicz liczbę plastikowych siatek i reklamówek, które używasz)
REUSE
(używaj ich ponownie)
RECYCLE
(gdy się całkowicie zniszczą - oddaj do recyklingu)
Naprawdę ta pogadanka dała mi do myślenia i choć wiem, że niemożliwe jest całkowite zrezygnowanie z plastiku, to można go chociaż ograniczyć.
Później pooglądaliśmy rekiny i duuuuże pływające żółwie oraz płaszczki (pływały nad nami, bo chodziliśmy tunelami pod wodą), a także widzieliśmy karmienie małych ośmiornic oraz krabów.
Wróciliśmy do miasta i poszliśmy na China Town, żeby zrobić drobne zakupy.

 W planach mieliśmy poczekać do zmierzchu, aby zobaczyć miasto nocą. Niesamowicie wygląda światło zachodzącego słońca, które odbija się w szybach przeszklonych budynków, a widok rozświetlonych wieżowców zapierał dech w piersiach. Sami zobaczcie ;)

Dzień trzynasty
Spędziliśmy go całkowicie na luzie. Pojechaliśmy autobusem na sławetne Bondi Beach i uprawialiśmy czysty smażing plażing ;) Słońce grzało, było ok. 30 stopni, a filtr był niezbędny. Mój brat się się nie posmarował (nakremowałam mu jedynie plecy i ramiona) i był cały w czerwone łaty :p Bondi Beach uchodzi w Sydney za plażę dla turystów i pozerów, ale chyba podobała mi się najbardziej. Nie mogłam się powstrzymać i cały czas patrzyłam na surfujących ludzi, żałując, że nie umiem pływać, a woda jest tak zimna :) Ciekawostka: wody przybrzeżne patrolowane są z powietrza w celu poszukiwania rekinów. Jeśli są zbyt blisko, ratownicy ogłaszają megafonem, żeby wyjść z wody.


Po pełnym relaksie, wróciliśmy na spokojnie do domu, żeby spakować swoje rzeczy. A następnego dnia wieczorem opuścilśmy Sydney. Ale wiem, że na pewno tam wrócę!

To już koniec cyklu relacyjnego. Jakie macie wrażenia o Australii? Co Was zaskoczyło? Co najbardziej chcielibyście zrobić, zobaczyć, doświadczyć? :)

24 komentarze:

  1. Niestety nie byłam jeszcze w Australii ale zamierzam polecieć na pewno! Kocham podróżować, a z twoich przeżyć na pewno wszystko było bardzo ciekawe. :)
    https://jaglusia.wordpress.com/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Twoje plany się spełnią :)

      Usuń
  2. Oj uwierz Twoja czuprynka jest również bujna :D
    Królowa Aleksandra - królowa Ausralii :D

    Hyd Park - to piękne miejsce... widze po zdjęciach :) Uwielbiam zieleń ;)
    W obseratorium astronomicznym nigdy nie byłam ale z chęcią bym sie wybrała ;)

    Nie tylko plastik jest tak szkodliwy dla środowiska - ludzie często nieświadomie szkodzą przyrodzie i zwierzętom, dlatego dobrze, że o tym się mówi... Jest jeszcze szansa na to by uratować naszą planetę, to co na niej jest, co pozostało...

    Szkoda, że to już ostatnia część... było świetnie ale niestety się skończyło :( Dziekuję za tak cudowną i fascynująca podróż po Australi. Dzięki Tobie zobaczyłam wiele wspaniałych miejsc i dowiedziałam się wielu rzeczy.. Dziękuję :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję, ale moje włosy są po prostu puszyste - niestety 2/3 mi wyleciało przez schudnięcie :(

      Cieszę się, że cykl bardzo Ci się podobał :)

      Usuń
    2. Moje są sianowate po mamie :P
      Spokojnie - zdrowa dieta i włosy odrosną ale potrzeba czasu i cierpliwości ;) Zero niezdrowych diet :)

      Podobał i to baaaaaaardzo :D Czekam na kolejne.. może coś o jakiś targach organizowanych w Twoim mieście (jeśli na takich będziesz) ;)

      Usuń
    3. Moje też są troszkę takie sianowate (tzn. puszą się bardzo), dlatego nie czeszę ich na sucho w ogóle :) Już widzę efekty jedzenia większej ilości orzechów - zaczynają mi odrastać :)

      Targi w Lublinie organizowane są latem (tzn. Jarmark Jagielloński, Europejski Festiwal Smaku) - zobaczymy, jak to się ułoży :)

      Usuń
    4. A masz problem z ich czesaniem, rozczesywaniem? ;) Świetnie, ze Ci odrastają :) Bardzo się cieszę.. a te zniszczone wypadają nadal?
      Zimowych targów, jarmarków nie ma?

      PS Dostałaś mojego e-maila bo od kilku dni mam problem z pocztą :(

      Usuń
    5. Na mokro nie, a na sucho nie czeszę (nie czesze się kręconych włosów na sucho, bo się je niszczy), ale jak kiedyś czesałam, to wiecznie miałam kołtuny, pękały mi włosy, strasznie się puszyły. A tak to czeszę co 3-4 dni już od kilku dobrych lat, po umyciu głowy, i jeszcze mi się dredy nie zrobiły :P
      Ja nie mam zniszczonych włosów (rozdwojonych końcówek czy suchych), tylko osłabiły mi się cebulki i dlatego wypadały.

      Tak, dostałam :)

      Usuń
    6. Ja mam problem z czesaniem i na sucho i na mokro - tak mi się plączą :P
      Przepraszam - źle zrozumiałam... Cieszę się, że Twoje włosy wracają do życia ;)

      Usuń
    7. Może powinnaś odżywek lub szamponów odpowiednich używać :) Najlepiej przy takich problemach sprawdzają się z silikonami :)

      Usuń
  3. Australia od zawsze jest moim marzeniem. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Najbardziej zauroczyły mnie pingwinki - cudne są :) A plastik staram się ograniczać, ale np. mój tata w sklepie pakuje wszystko w osobne torebki, choć tak bardziej zwraca na to uwagę, bo mu na ten temat marudzę :D Plaża także cudowna i nawet te rekiny mnie nie przerażają, ale zimna woda bardzo - nie mogłabym w takiej surfować :D
    Kolejna świetna relacja ;))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) A pingwinki jak zaczęły skrzeczeć, to zagłuszyły tego pana, który o nich opowiadał, pomimo tego, że miał mikrofon :P
      Niestety przez cały mój pobyt w Australii woda była zimna i jedynie pomoczyłam stopy przez chwilę :( Ale to dlatego, że dopiero wiosna wkraczała. Najcieplej jest w styczniu-lutym i wtedy swobodnie można się kąpać :)

      Usuń
  5. Piękne miejsce :) Pingwinki skradły moje serce! W Australii chyba nie umiałabym być obojętna wobec ich wspaniałym zoo i parków wodnych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, urocze maluchy! :D I świetnie widać u nich takie stadne zachowania - jak jeden coś zrobi, to reszta naśladuje.

      Usuń
  6. Spotkać tyle znanych twarzy, no no! Samo oglądanie zdjęć z muzeum to dla mnie radocha! Domyślam się jak musiało być tam świetnie! Hyde Bark rzeczywiście wygląda magicznie, można tam odpłynąć <3 Także nie pomyślałabym, że plastik jest tak szkodliwy. Teraz niejednej osobie Twój wpis otworzy oczy, mi otworzył!
    Zacny ten widok na ostatnim zdjęciu :D
    Najbardziej to bym chciała spotkać się z kangurami! Marzy mi się także wieczorny spacer po Sydney ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, wiedziałam, że zwrócisz na to zdjęcie uwagę :D No nie mogłam oderwać wzroku, ta plaża podobała mi się najbardziej :P

      Cieszę się, że wpis Ci się podobał i że mogłam troszkę uświadomić inne osoby :)

      Usuń
  7. O Muzeum figur Madame Tusseaud sporo słyszałam. Podobno jest naprawdę warte zobaczenia. Super, że miałaś okazję tam być. A Marylin wygląda jak żywa :D
    Bondi Beach wygląda świetnie. Oj, tam można odpoczywać. U nas tak słotno i paskudnie, a Ty taką piękną plażę pokazujesz. No, no! ;)
    Pozdrowionka cieplutkie :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko szkoda, że Marilyn nie podwiewała ta spódnica - wtedy robiłoby to ogromne wrażenie :D Generalnie figury wyglądały jak żywe, byłam w szoku :D
      A co do plaży - miło jest wrócić wspomnieniami, chociaż na razie ta pogoda mi nie przeszkadza - myśl o nadchodzących świętach jest pokrzepiająca :)
      Pozdrawiam!

      Usuń
  8. Jeju, ale Ci zazdroszczę! Od zawsze marzę o podróży do Australii. Bardzo chciałabym odwiedzić Muzeum Figur Woskowych, byłam tylko raz w takim, wiele lat temu, w Międzyzdrojach. Albo zobaczenie wybuchów na słońcu, albo karmienie tych pingwinów, te wszystkie widoki... cudownie musiało byc! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miło jest w gorszych chwilach do tego wrócić :) Życzę Ci z całego serduszka, żebyś mogła zobaczyć to piękne miejsce :)

      Usuń
  9. Bardzo lubię podróżować, ale niestety nie byłam jeszcze w Australii.
    Piękne zdjęcia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że Ci się uda tam zawitać, bo to piękne miejsce :)
      Dziękuję i pozdrawiam :)

      Usuń