Będzie to dla mnie osobisty i dość trudny temat do poruszenia. Niewłaściwie skomponowana dieta, ale przede wszystkim - nie dostarczająca odpowiedniej ilości energii oraz składników odżywczych - wyprowadza organizm ze stanu równowagi. Skutki są długofalowe, często trudne do naprawienia - wymagają bowiem zmiany myślenia, trybu życia. To nie jest tak, że łykniesz tabletkę i wszystko będzie cacy.
Skąd pomysł, by pisać na taki temat?
Czasem pojawiają się, i nadal będą, notki o odchudzaniu i dietetyce. Wszystko dlatego, że sama przeszłam długą i ciężką drogę. Schudłam ponad 50 kg. Jakim kosztem, nie chcę pisać - ale wszystko jest do naprawienia. Przynajmniej w tym przypadku :)
Przeglądałam komentarze u Ani z bloga
Naturalna Kuchnia Wegetariańska. W jednym z nich młoda dziewczyna napisała, że je 1200 kcal (w odniesieniu do Ani kaloryczności - ponad 2000). Złapałam się za głowę. Dzieci w przedszkolu jedzą 900-1100 kcal + posiłek w domu.
Czytam kolejny wpis o odchudzaniu. "Oblicz swoje CPM. Jeśli chcesz schudnąć 1 kg tygodniowo - odejmij od tego 1000 kcal!". No efekt spektakularny!
Zakładając, że przeciętna kaloryczność to ok. 1900 kcal (w zależności od płci, wzrostu, wieku, aktywności) - żeby schudnąć 1 kg tygodniowo, należałoby jeść 900 kcal dziennie.
Schudnie się, owszem. Tylko co dalej? Do końca życia 900 kcal?
Coraz więcej osób ujawnia także historię swojej walki z zaburzeniami odżywiania - anoreksją, bulimią i kompulsywnymi napadami. Są to historie trudne, często dramatyczne, ale zawierają w sobie mnóstwo siły i nauki dla innych. Bardzo cenię te osoby za drogę, którą pokonały oraz za chęć dzielenia się swoimi doświadczeniami. Przywołam choćby Adę z bloga
VanillaPlan czy
Kelli z FitnessBlender.com
Droga do wymarzonej sylwetki
Jedząc ok. 700 kcal dziennie, ucząc się intensywnie do matury, mając wiele stresu w życiu i na dodatek ćwicząc codziennie - chudłam w oczach. Po ok. 6 kg miesięcznie. Każdy kilogram sprawiał coraz większą radość. Codziennie stawałam na wadze. Zazwyczaj koło środy widziałam kolejny kilogram mniej.
W pewnym momencie ocknęłam się, że "chyba za mało jem" (no, brawo). Zaczęłam stopniowo zwiększać kaloryczność o 100 kcal, co dwa tygodnie. Po kilku miesiącach (ok. pół roku) doszłam do kaloryczności 1800. Trzymałam się jej długo, potem zwiększyłam do 1900. Potem 2000. Teraz nie liczę, przestałam (o tym dlaczego - później).
Zaznaczę, że wcześniej odchudzałam się normalnie - ruch, brak słodyczy, kasze i ciemne pieczywo, dużo warzyw i owoców. Waga spadała po ok. 4 kg miesięcznie, a ja czułam się fantastycznie. Dlaczego zatem wdrożyłam tak katorżniczą dietę?
Sama sobie zadaję to pytanie, co mi strzeliło do głowy. Nasłuchałam się zbyt dużo o tym, jak to "węglowodany są złe, a papryka to wcale nie takie zdrowe warzywo, bo zawiera dużo cukru". Tak, naprawdę karmiono mnie takimi pseudoteoriami, wobec których teraz wyraźnie się dystansuję (a paprykę jem kilogramami ;)).
Co można jeść, żeby zmieścić się w takim bilansie?
9 g papryki, 10 g pomidora, 30 g sałaty lodowej, dwa chrupkie pieczywa Wasa, 30 g piersi kurczaka, 20 g płatków owsianych, dwa wafle ryżowe, dwie cząstki grapefruita. Czasem zaszalałam i zjadłam pół opakowania serka wiejskiego - oczywiście lekkiego. Błagam, nigdy tak nie jedzcie!
Jak się czułam jedząc ubogokalorycznie?
Fatalnie. Nie miałam siły. Trzęsły mi się ręce. Było mi zimno. Byłam rozstrojona emocjonalnie. Nie mogłam się skupić na nauce. Ćwicząc, płakałam - z głodu. Gdy opóźniał mi się posiłek - płakałam. Gdy nie mogłam zważyć serka wiejskiego na wadze - nie jadłam albo płakałam.
Jakie skutki wywołuje dieta ubogokaloryczna?
- Zwiększa się prawdopodobieństwo efektu jojo. Brak racjonalnego wyjścia z takiej diety powoduje, że organizm zaczyna gromadzić wszystko, co otrzymuje, w formie tkanki tłuszczowej - na wypadek, gdybyśmy znowu zafundowali mu taki reżim. Obniża się także metabolizm. Ja tego akurat uniknęłam dzięki stopniowemu zwiększaniu kaloryczności. Ale to także niesie ze sobą pułapki - gdy jemy coraz więcej, organizm domaga się jeszcze większej ilości pożywienia, żeby uzupełnić niedobory. Dlatego wychodząc z takiego reżimu bardzo łatwo popaść w zaburzenia odżywiania - zwłaszcza kompulsywne jedzenie. Trzeba silnej woli, żeby do tego nie dopuścić.
- Zaburzenia hormonalne - wtórny podwzgórzowy brak miesiączki, choroby tarczycy, nadnerczy. Diety ubogokaloryczne nie dostarczają niezbędnych witamin, minerałów oraz tłuszczy. Organizm jest niedożywiony. Brak tłuszczy sprawia, że nie ma z czego syntetyzować hormonów. Zostaje zaburzona homeostaza - i organizm blokuje funkcje reprodukcyjne (aby urodzić dzieci, ciało musi być w najlepszej formie fizycznej, żeby zapewnić maleństwu prawidłowy rozwój; gdy takiej formy nie ma - na skutek głodzenia - nie dopuści do zajścia w ciążę). Stąd bardzo częstym efektem jest brak miesiączkowania, suchość okolic intymnych. Blokuje się także wydzielanie hormonów tarczycy - FT-3 i FT-4 (przy często prawidłowych parametrach hormonu TSH - stąd samo badanie TSH może nie dawać prawidłowego obrazu o kondycji tarczycy), co objawia się wypadaniem włosów, zaparciami, suchością skóry i wzmożonym uczuciem zimna. Wzrasta także poziom kortyzolu we krwi - a jest to hormon wydzielany przez korę nadnerczy. To wszystko może doprowadzić do niedoczynności tarczycy.
- Zaburzenia odporności i parametrów krwi - liczby białych i czerwonych krwinek, płytek krwi (krzepliwość), objętości krwinki czerwonej. Anemia. Te zaburzenia prowadzą do osłabienia odporności i wzmożonej podatności na infekcje, z których nie będzie łatwo się wykaraskać. Zaburzenia krzepliwości są niebezpieczne, ale to zależy od odchylenia od dolnej normy - zbyt mała liczba płytek krwi może objawiać się wzmożoną tendencją do krwawień np. z nosa, niemożliwością zatamowania krwawienia lub w ostrych wersjach - krwotokami wewnętrznymi. Anemia objawia się bladością skóry, ale także zmęczeniem i osłabieniem mięśni oraz ogólnym rozbiciem organizmu.
- Zaburzenia psychiczne. Wspomniane przeze mnie rozstrojenie emocjonalne, skłonność do płaczu, nerwowość, brak możliwości koncentracji, brak panowania nad emocjami, skłonność do kompulsywnego objadania się.
- Hipoglikemia reaktywna. Jest to spadek poziomu cukru we krwi po spożyciu posiłku. Niemożliwa do wykrycia przy zwykłym badaniu glukozy na czczo - wykrywa ją dopiero kilkupunktowa krzywa glukozowa i insulinowa po teście obciążenia glukozą. Często także, by wyeliminować ewentualne choroby trzustki, w szpitalach przeprowadza się trzydniową głodówkę w celu jej rozpoznania. Objawia się spadkiem energii po spożyciu posiłku - zimne poty, trzęsienie dłoni, brak koncentracji, opada się z sił, robi się słabo. Niezbędna jest w takim przypadku dieta o niskim indeksie glikemicznym i regularne spożywanie posiłków (co 3 godziny), a także unikanie cukru (sacharozy, miodu) i cukrów prostych w czystej postaci.
- Sucha skóra, wypadanie włosów. Są spowodowane zaburzeniami hormonalnymi tarczycy oraz brakiem nawilżenia skóry z pożywienia. Orzechy, pestki, oleje, masło, awokado, średniotłusty nabiał - to wszystko wpływa na kondycję naszej skóry. Ubogokaloryczna dieta nie zawiera w swoim składzie tych składników, w związku z tym organizm staje się... suchy.
- Zmęczenie. Mózg potrzebuje glukozy do prawidłowego funkcjonowania. Organizm pobiera ją z węglowodanów. W dietach ubogokalorycznych bardzo niewiele spożywa się węglowodanów i tłuszczy. Mózg nie ma paliwa - pojawiają się zaburzenia snu (związane także z wysokim poziomem kortyzolu, czyli hormonu stresu), więc organizm nie może nawet odpocząć. W połączeniu z ćwiczeniami - dochodzi się na skraj swojej wytrzymałości.

W dalszej przyszłości:
- Osteoporoza. Zaburzenia hormonalne mają związek z prawidłowym wchłanianiem wit. D oraz wapnia i fosforu. Tak samo jak kobiety po menopauzie mają wzmożoną tendencję do złamań, tak samo kobiety po dietach ubogokalorycznych mają do tego skłonności. Dzieje się tak na skutek niedoboru estradiolu oraz LH i FSH. Dlatego konieczna jest suplementacja wit. D oraz wapniem (np. w formie Calperosu czy VitrumCalcium) jako uzupełnienie już prawidłowej diety.
- Bezpłodność. Bardzo ciężko jest doprowadzić organizm do prawidłowej gospodarki hormonalnej. W zależności od tego, w jakim wieku stosowało się ubogokaloryczną dietę, takie będą skutki. Młode dziewczyny na diecie 1000 kcal doprowadzają swój organizm do skrajnych zaburzeń hormonalnych. Niedobór estradiolu sprawia, że nie rozwijają się prawidłowo narządy rodne. Efekt? Niedorozwój macicy skutkujący w przyszłości większą skłonnością do poronień. Nastolatka na razie o tym nie myśli. Jako dorosła kobieta puknie się w głowę i będzie pluła sobie w brodę, że dla przerwy między udami, wystających żeber, sześciopaku na brzuchu i jak najniższej cyferce na wadze pozbawiła się szansy na urodzenie dziecka*. Że doprowadziła swój organizm do tragicznych skrajności.
*Zdaję sobie sprawę, że nie każda kobieta chce mieć dzieci.
Czy naprawdę warto?